Miałem ostatnio okazję obejrzeć kolejny znakomity film podejmujący tematy historyczno-polityczne w regionie. Obraz jest tak dobry, że śmiało dołączam go do listy moich ulubionych filmów - najlepsza czwórka staje się niniejszym najlepszą piątką.
Film ten to:
- La Historia Oficial/Wersja oficjalna - kolejny obraz opisujący okres dyktatury oraz jego skutki w Argentynie. Akcja rozgrywa się już po upadku rządów wojskowych. Opowiada historię nauczycielki historii, która żyła w błogiej nieświadomości czynów, jakich dopuszczała się junta. Nie mogąc zajść w ciążę kilka lat wcześniej wraz z mężem zdecydowali się na adopcję. W wyniku wielu różnych zdarzeń - spotkanie z dawno niewidziana przyjaciółką, pytania i wątpliwości jej uczniów - zaczyna do niej docierać to, co działo się za dyktatury. Stara się znaleźć odpowiedź na pytanie, czy jej adoptowana córka nie jest przypadkiem dzieckiem odebranym jednej z desaparecidas?
Znakomity film. Polecam.
Jakość i wymowa tego obrazu zostały doceniona na całym świecie. Film otrzymał m.in. Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego w 1986 r. oraz Złoty Glob dla najlepszego filmu zagranicznego w tym samym roku.
Ps. lista jest i będzie stopniowo uzupełniana.
Tags: ameryka łacińska film, filmy latynoamerkańskie, kino latynoamerykańskie
Zapraszam do lektury artykułu analizującego rozwój narkobiznesu w Ameryce Środkowej:
Szacuje się, że 90% kokainy trafiającej na rynek amerykański przemycane jest obecnie korytarzem środkowoamerykańskim. Organizacja nowych szlaków przerzutowych na obszarze państw Ameryki Środkowej i ekspansja karteli meksykańskich na tamtejsze tereny doprowadzają do destabilizacji w regionie. Fala przemocy przelewa się z Meksyku na sąsiednie państwa, które do walki z narkobiznesem przygotowane są znacznie słabiej.
Cały artykuł dostępny m.in. tutaj.
Ps. tytuł oryginału (tytuł poprawny) to “Meksykanizacja Ameryki Środkowej”, w czasie obróbki wydawniczej “Środkowej” zmieniło się w “Łacińskiej”… cóż, życie.
Tags: narkobiznes, narkohandel, narkotyki, przemyt narkotyków, przemyt narkotyków Ameryka Środkowa, przemyt narkotyków Ameryka Łacińska, szlaki przemytu kokainy, szlaki przemytu narkotyków
Tekst ukazał się na portalu mojeopinie.pl.
Wenezuela krwawi
W wyniku presji ze strony rządu sądy wenezuelskie wprowadziły zakaz publikacji informacji i zdjęć dotyczących zaostrzającej się sytuacji wewnętrznej w kraju. Pod pretekstem ochrony dzieci przed „szkodliwymi” informacjami znacząco ograniczono wolność mediów - na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi. U źródeł konfliktu o cenzurę tkwi fakt, że Wenezuelą targa fala przemocy - fala potężniejsza niż w Ameryce Środkowej, Kolumbii, Meksyku czy gdziekolwiek na świecie.
El Nacional
Decyzją sądu z dnia 17 sierpnia b.r. zabroniono dziennikowi El Nacional publikować jakichkolwiek informacji, zdjęć czy grafik dotyczących „czynów krwawych, zbrojnych, przekazów o przemocy, agresji fizycznej, obrazów przedstawiających wojnę oraz wiadomości o trupach i poległych”, które mogą mieć wpływ na psychologiczny rozwój dzieci. Zakaz ten nałożono na dziennik po tym, jak ten opublikował tekst o przemocy w kraju. Artykuł uzupełniały zdjęcia z jednej z kostnic w Caracas, przedstawiające bezładnie porozrzucane po stołach i podłodze ciała. Fotografie opatrzono tytułem „zmarli bez godności”.
Władzom się to nie spodobało. Doniesienia El Nacional skomentowano jako „akt rozpaczy oligarchii, która chce zatrzymać rewolucję”, a opublikowane w dzienniku zdjęcia Hugo Chavez określił mianem „pornografii”. Reperkusje rządu nie ograniczyły się jednak tylko do rzeczonego dziennika. Zakaz nałożony na El Nacional i ważny aż do odwołania (czyli do czasu aż władze uznają to za stosowne) rozszerzono od razu na wszystkie media drukowane - w ich wypadku jednak „tylko” na okres 30 dni. Ciekawe, że za „winę” jednej gazety postanowiono prewencyjnie ukarać wszystkie; ciekawe, że w tydzień po tym, jak przestanie obowiązywać zakaz będą mieć miejsce wybory parlamentarne…
Cenzura
Następnego dnia dziennik El Nacional na pierwszej stronie zamieścił artykuł o wprowadzonym zakazie, a w miejscu, gdzie powinno być zdjęcie zostawiono puste miejsce z wielkim napisem „ocenzurowano”. Tak też orzeczenie to zostało odebrane przez wszelkie niezależne organizacje dziennikarskie w Wenezueli (m.in. Bloque de Prensa, Colegio Nacional de Periodistas, Sindicato de Trabajadores de la Prensa, Círculo de Reporteros Gráficos) oraz na świecie - jednogłośnie skrytykowano je, jako krok uderzający w wolność mediów, wolność słowa, a tym samym, w podstawy demokracji. Choć nie omieszkano również skrytykować - jak w przypadku organizacji Reporterzy Bez Granic - zdjęcia zamieszczonego przez El Nacional, jako nieetycznego i nadmiernie epatującego przemocą.
Decyzję rządu (nie oszukujmy się - w Wenezueli decyzja rządu i decyzja sądu często są tym samym, a w tym wypadku na pewno) potępiły również organizacje międzynarodowe - ONZ i OPA (Organizacja Państw Amerykańskich). Uznały ją za oczywisty akt cenzury. We wspólnym komunikacie reprezentanci obu podmiotów zaapelowali do władz w Caracas o „…rewizję decyzji podjętych wobec mediów i przywrócenie pełnych gwarancji korzystania z wolności słowa”.
Zrewidowane orzeczenie
Wobec zewnętrznej i wewnętrznej presji rozbrzmiałej we wszelkich kanałach medialnych już 20 sierpnia sąd częściowo zmodyfikował swe orzeczenie. Mianowicie, zezwolono na publikację samych informacji o aktach przemocy, ale utrzymano zakaz zamieszczania zdjęć i grafik odnoszących się do tego tematu. Dotyczy to zarówno samego El Nacional, jak i wszelkich pozostałych gazet i czasopism - znów, w tym pierwszym przypadku do odwołania, a w pozostałych na okres 30 dni. Argumentacja orzeczenia była mniej więcej taka: zrewidowaliśmy swoje postanowienie, gdyż u źródła całej afery stoi nieszczęsne zdjęcie, ergo, tylko zdjęcia powinny być zakazane, a nie informacje jako takie; wcześniej się nam po prostu pomyliło.
Problem w tym, że ani to nie przekonuje, ani nie rozwiązuje problemu. Ciągle bowiem niewiadomo jakie zdjęcia mogą być publikowane, a jakie nie. Dał temu wyraz sam El Nacional zapytując na swoich łamach czy może na przykład zamieścić artykuł (wraz z oprawą graficzną) traktujący o śmierci młodej aktorki wenezuelskiej.
Ochrona praw dzieci?
Rząd Hugo Chaveza oczywiście od początku bronił swego stanowiska - że antyrządowa kampania prowadzona przez El Nacional obrażała godność narodową; że próbowała ukryć wysiłki rządu w celu rozwiązania kluczowych problemów kraju; że restrykcje nałożone na publikacje o przemocy „w żaden sposób nie stanowią naruszenia ani nielegalnego ograniczenia prawa do wolności słowa i informacji”; że „wręcz przeciwnie - odpowiadają na niezaprzeczalny, konstytucyjny i prawny obowiązek Państwa wenezuelskiego podejmowania wszelkich niezbędnych środków w celu ochrony przyjemności i pełnego rozkoszowania się prawami dzieciństwa i młodości”.
W oczywisty sposób zakaz tego typu nie jest i nie może być jednak traktowany jako prawdziwa próba ochrony praw dzieci. Rząd w Caracas się nie postarał. Nie takie przepisy, wprowadzone w nie taki sposób, w nieodpowiednim momencie. Brak jakichkolwiek sprecyzowanych i uargumentowanych warunków konstytuujących „złą” treść wywołuje tylko jedno skojarzenie - cenzura. A w efekcie może prowadzić do autocenzury. Jak określił to niezależny Bloque de Prensa Venezolano (Blok Prasy Wenezuelskiej), przedsięwzięte kroki są w efekcie aktem cenzury, który nie ma na celu ochrony praw dzieci i młodzieży, a jedynie prohibicję informacji.
W szczere intencje ekipy Hugo Chaveza każe wątpić - poza wszystkim innym - także niechlubna przeszłość w postaci prześladowania mediów opozycyjnych, a zwłaszcza RCTV (m.in. nieodnowienie licencji na nadawanie i w efekcie zamknięcie stacji) i Globovisión (wielokrotne ataki słowne, prawne i siłowe na stację i jej właścicieli).
Idą wybory - zabierz mediom głos
I to jednak ginie w perspektywie zbliżających się wyborów. Tak się składa, że w tydzień po tym, jak przestanie obowiązywać zakaz, 26 września będą miały miejsce wybory parlamentarne, w których Wenezuelczycy wybiorą 165 nowych deputowanych. I powoli zbliżamy się do sedna. Rząd po prostu podjął decyzję, że na najbardziej wrażliwy okres przedwyborczy opozycyjne media najlepiej będzie uciszyć. Dzięki temu szanse wygranej, a w zasadzie nie tyle szanse, co skala wygranej (w to, że strona rządowa wygra nikt chyba nie wątpi) będzie jeszcze bardziej zadowalająca. Tym bardziej jeśli zamknie się mediom usta w kluczowej kwestii - przemocy trawiącej Wenezuelę.
I właśnie doszliśmy do sedna. Zasadniczym problemem bowiem nie było i nie jest opublikowane przez El Nacional zdjęcie i informacje. Nie są nim nawet zbliżające się wybory. Problemem jest przemoc.
Krwawa Wenezuela
Nie Kolumbia, gdzie ma miejsce konflikt wewnętrzny. Nie Meksyk, gdzie wojna z narkotykami przynosi coraz to bardziej krwawe żniwo. Nie kraje Ameryki Środkowej, gdzie ostatnio zainstalowały się potężne meksykańskie narkokartele, a instytucje państwa są fatalnie słabe. To Wenezuela jest krajem latynoamerykańskim najboleśniej doświadczanym przez przemoc.
19 133 osoby - tyle według El Nacional wynosi liczba ofiar przemocy w Wenezueli w 2009 r. (oficjalne źródła rządowe podają mniejszą liczbę - ok. 13 000 osób). Dla porównania, wojna z narkotykami w Meksyku w 2009 r., o której było i jest wszędzie głośno (i dobrze!) pochłonęła „tylko” 7724 ofiary. Różnica dwuipółkrotna. A jeśli porównamy populacje obu krajów: Wenezuela - 27 milionów (40. na świecie), Meksyk - 111 milionów (11. na świecie) - wówczas różnica rośnie kilkukrotnie. Dane przytoczone przez El Nacional czynią z Wenezueli nie tylko najbardziej dotknięte przemocą państwo w regionie, ale i na całym świecie (wśród krajów, dla których takowe dane są dostępne). Ze średnią 75 zabójstw na 100 000 mieszkańców wyprzedzałaby ona Salwador (71), Honduras (67), Jamajkę (58) i Gwatemalę (52) o Kolumbii (35) czy Meksyku (14) nawet nie wspominając. Według tych samych danych Caracas (ze średnią 200-220 ofiar na 100 000 mieszkańców) jest groźniejszym miastem niż Ciudad Juarez - symbol krwawej meksykańskiej wojny narkotykowej - co jednocześnie uczyniłoby ze stolicy Wenezueli najniebezpieczniejsze miasto świata. Nie może zatem dziwić, że najwięcej Wenezuelczyków postrzega właśnie przemoc jako najważniejszy problem ich kraju.
Silny rząd, słabe państwo
Diagnoza wydarzeń ostatnich dni, tygodni w Wenezueli nie pozostawia wiele pola do manewru: rząd Hugo Chaveza, chcąc zapewnić sobie lepszą pozycję w zbliżających się wyborach, wprowadził cenzurę zamykając mediom usta na tematy dotyczące przemocy.
Umówmy się - El Nacional jest gazetą opozycyjną, przeciwną rządowi. Podobnie kilka innych tytułów (choć jest ich coraz mniej). I odczytując ich przekaz należy wziąć na to poprawkę. Nie zmienia to jednak podstawowej kwestii - rząd Hugo Chaveza wyraźnie sobie z nie radzi z przestępczością w Wenezueli.
Patrząc na Wenezuelę Hugo Chaveza najczęściej widzimy “silny” rząd. Prezydent pociąga za większość sznurków władzy - kontroluje parlament, sądy, samorządy lokalne, większość mediów, a te nieliczne opozycyjne krok po kroku ucisza. Mało kto zwraca uwagę, że pomimo owego „silnego” rządu, pod względem bezpieczeństwa wewnętrznego, przestępczości i przemocy Wenezuela jest w gruncie rzeczy państwem słabym. Ani ów image silnej władzy zbudowany przez Chaveza, ani duże wydatki na armię czy rozbudowa ugrupowań paramilitarnych (oczywiście o jedynej słusznej, prochavistowskiej ideologii) tego nie zmieniają. Władze wenezuelskie po prostu nie kontrolują znacznych połaci terytorium państwa. Chodzi tu zarówno o niektóre dzielnice Caracas, jak i amazońską dżunglę (czego dobrym przykładem były niedawne doniesienia o dużych zgrupowaniach kolumbijskich partyzantów z FARC i ELN przebywających na terenie Wenezueli). Potwierdzają to statystyki - o ile w 1999 r. (w rok objęcia władzy przez Chaveza) średnia zabójstw wynosiła nieco ponad 30 na 100 000 mieszkańców, o tyle w ciągu dekady jego rządów urosła ponad dwukrotnie.
Jest to temat w znacznej mierze ignorowany przez media i zasługuje na szerszą analizę. Kto wie, czy w dłuższej perspektywie to właśnie nieopanowana przemoc nie stanie się zasadniczym przyczynkiem upadku niezachwianej jak dotąd władzy Hugo Chaveza?
Posłowie - krwawy region
Na marginesie opisywanych wydarzeń jeszcze jedna rzecz. Nie można nie zauważyć fatalnego wyróżnienia, jakim poszczycić się może cała Ameryka Łacińska. Z „pierwszej dziesiątki” krajów o największym odsetku zabójstw aż 9 pochodzi z regionu (wyjątkiem jest RPA). Czasy krwawych dyktatur minęły, przyszła demokracja i miało być lepiej, bezpieczniej. Nie jest.
Tekst ukazał się na portalu mojeopinie.pl.
Tags: Cenzura w Wenezueli, El Nacional, hugo chavez, Hugo Chavez i cenzura, Hugo Chávez i opozycja, Hugo Chavez i wolne media, opozycja w wenezueli, Wenezuela cenzura, Wenezuela El Nacional, Wenezuela opozycyjne media, Wenezuela przemoc, Wenezuela wolne media, wenezuelska opozycja
Niejako kontynuując wątek narkobiznesu polecam ciekawy artykuł Artura Domosławskiego o fali przemocy w Meksyku - “Meksyk we krwi skąpany“.
Twórczość A. Domosławskiego b. lubię i cenię, a jego “Gorączkę Latynoamerykańską” uważam za jedną z najlepszych polskich książek o regionie, jakie miałem przyjemność czytać. Z czystym sercem zatem załączyłem linka do w/w artykułu.
Nie byłbym jednak sobą, gdybym się czegoś nie przyczepił
Domosławski pisze:
“Wojnę narkotykową tego rodzaju zna tylko Kolumbia“.
Od 1-2 lat wojnę na podobną skalę znają kraje Ameryki Środkowej, zwłaszcza Gwatemala, Salwador i Honduras. Wkrótce ukaże się na temat tekst mojego autorstwa [EDIT: do pobrania tutaj] - ale w skrócie: ofensywa Meksyku, USA i Kolumbii, zablokowanie dotychczasowych szlaków przerzutu sprawiło, że kokainę zaczęto przemycać bezpośrednio przez kraje środkowoamerykańskie (dotąd je omijano), co spowodowało rozwój siatki meksykańskich karteli w regionie i eskalację przemocy - w krajach biedniejszych, o znacznie słabszych instytuacjach państwowych i siłach porządkowych niż Meksyk. Efekt? “Meksykanizacja” Ameryki Środkowej i wzrost przemocy - mogące przynieść znacznie gorsze skutki niż wojna z narkokartelami w samym Meksyku.
Dowody? Przykłady? Proszę.
1. W latach 2003-2008 w Gwatemali, Hondurasie i Salwadorze zabitych zostało 79 000 osób. Co daje średnią 13 137 zabójstw rocznie, w Meksyku zaś “dopiero” (szkoda że w ogole to tego dochodzi) tym roku przekroczona zostanie granica 10 000 ofiar. Łączna populacja tych trzech krajów to nieco ponad 27 milionów. Populacja Meksyku to 111 milionów…
Ps. polecam źródło jako - jak to zwykle ze źródłami bywa - kopalnię wielu ciekawych informacji.
2. Oto lista krajów o największej liczbie zabójstw: 1. miejsce - Salwador (71 zabójstw na 100 000 mieszkańców), 2. miejsce - Honduras (67 zabójstw), 4. miejsce - Gwatemala (52 zabójstwa), Meksyk zaś poza pierwszą dziesiątką i za np. Rosją (14 zabójstw na 100 000 mieszkańców).
Według ostatnich doniesień wenezuelskich mediów zaś listę tą powinna otwierać Wenezuela - ze średnią 75 zabójstw na 100 000 mieszkańców w 2009 r.
Na koniec - krótkie rozwinięcie wątku wenezuelskiego, niezwiązanego już z narkotykami i tym bardziej zatrważającego, a zarazem obrazującego skalę problemu przemocy w Ameryce Łacińskiej. Według w/w badań w 2009 r. w Wenezueli zabite zostały 19 133 osoby. W Meksyku w 2009 r., jak pisze Domosławski, 7724 osoby. Różnica dwuipółkrotna. A porównajmy jeszcze populacje obu krajów: Wenezuela - 27 milionów (40. na świecie), Meksyk - 111 milionów (11. na świecie).
Daje to pewną perspektywę… Meksyk we krwi skąpany? Zgadza się. Są jednak kraje, gdzie jest znacznie gorzej.
Tags: Ameryka Łacińska przemoc, meksyk przemoc, narkobiznes, narkohandel, narkotyki, przemyt narkotyków, przemyt narkotyków Ameryka Środkowa, przemyt narkotyków Ameryka Łacińska, szlaki przemytu kokainy, szlaki przemytu narkotyków
Poniżej siódma część cyklu opisującego relacje amerykańsko-kubańskie (całość w zakładce Kuba - USA):
Rozdział 7.
Powstanie narodowowyzwoleńcze na Kubie, postawa Stanów Zjednoczonych, “New Manifest Destiny” i stronnictwo proekspansjonistyczne w USA.
W lutym 1895 roku po aresztowaniu przez władze hiszpańskie na Kubie kilku miejscowych działaczy kontestujących porządek panujący na wyspie, wybuchło kolejne powstanie. Mając w pamięci dziesięcioletnie walki na wyspie z lat 1868-1878, rząd w Madrycie szybko przystąpił do akcji: zawiesił prawa konstytucyjne w kolonii, wprowadził cenzurę prasy i wysłał najpierw dziewięcio-, potem jeszcze siedmiotysięczne posiłki w celu zgaszenia zarzewia rewolucji. W tym samym czasie, na początku kwietnia, z uchodźctwa wróciło na Kubę kilku bohaterów poprzedniej wojny o wolność, z duchowym przywódcą Kubańczyków, José Martím na czele. Mimo jego śmierci w hiszpańskiej zasadzce już w miesiąc później, nastroje niepodległościowe na wyspie przybierały na sile z każdym dniem. Jeszcze we wrześniu tego roku powołano władze polityczne i wojskowe. Powoli stawało się jasne, iż z pozoru niewielkie wystąpienia ludności cywilnej przerodziły się w ogólnonarodową walkę wyzwoleńczą.
Kolejna wojna na tej mieszczącej się zaledwie o 150 km od południowych krańców Florydy wyspie od początku wzbudzała szerokie zainteresowanie, tak polityków w Waszyngtonie, jak i całego społeczeństwa amerykańskiego. Rozgrywała się bowiem w okresie kiedy Stany Zjednoczone miały określić swą drogę rozwoju na najbliższą przyszłość. Pytanie, na jakie musieli odpowiedzieć decydenci polityczni dotyczyło kwestii, czy Stany Zjednoczone zdecydują się na ekspansję terytorialną, polityczną i gospodarczą i, tym samym, budowę mocarstwowości państwa, czy pozostaną skoncentrowane na sprawach wewnętrznych? Obie opcje miały swych zwolenników. Przeciwnicy ekspansjonizmu wskazywali m.in. na antydemokratyczne podstawy imperializmu, sprzeczne z zasadami konstytucji amerykańskiej, co „…łączono zazwyczaj z ideologią antywojenną”. Dyskusja na ten temat zaogniła się po wybuchu powstania na Kubie.
W czerwcu 1895 roku prezydent Groover Cleveland (1885-1889 i 1893-1897), zgodnie z dotychczasową polityką izolacjonizmu ogłosił neutralność odnośnie konfliktu hiszpańsko-kubańskiego nie uznając powstańców za stronę walczącą. Zezwolono jednak na obecność, działalność i agitację propowstańczą organizacji kubańskich, w tym Delegatury Kubańskiej Partii Rewolucyjnej przy Waszyngtonie na czele najpierw z Jose Martim, później z Tomasem Estrada Palma.
Decyzja ta spotkała się z dużym niezadowoleniem zwolenników koncepcji Nowego Objawionego Przeznaczenia (New Manifest Destiny), wśród których znajdowali się m.in. Alfred Thayer Mahan (*) czy Theodore Roosevelt. Uważali oni, że państwo, aby dobrze prosperować musi stawiać sobie coraz to nowe cele i dążyć do rozszerzenia swych wpływów politycznych i gospodarczych. Co do szczególnej roli Stanów Zjednoczonych na świecie oraz potrzeby rozwoju kraju zgodnie z wyżej wymienionymi zasadami, upewniały ich namacalne fakty i dane. U progu XX wieku Stany Zjednoczone ze swoimi 70 mln mieszkańców przewyższały pod względem liczby ludności wszystkie państwa europejskie. Prześcignąwszy Niemcy i Wielką Brytanię w produkcji stali, posiadając dużą już wtedy potęgę morską oraz związany z tym prężny i silny handel, stawały się najpotężniejszą gospodarką świata. Jeśli jeszcze w 1880 roku udział Wielkiej Brytanii w światowej produkcji przemysłowej wynosił 22,9%, a USA 14,7%, to w roku 1900 proporcje te kształtowały się odpowiednio: 18,5% oraz 23,6%.
Kuba, jako Perła Antyli, największa wyspa Morza Karaibskiego leżąca u wrót kontynentu amerykańskiego stała się naturalnym celem ekspansjonistów, a wybuch powstania tylko dostarczył im okazji do urzeczywistnienia ich planów. Jak czytamy w artykule zamieszczonym w „Forum” jeszcze w marcu 1895 roku, „(…) kiedy zbudowany zostanie kanał [łączący Ocean Spokojny z Atlantyckim] Kuba, ciągle słabo zaludniona, a ogromnie żyzna, stanie się dla nas niezbędna”.
W tym duchu, a wbrew przekonaniom prezydenta, „w kwietniu 1896 roku obie izby Kongresu uchwaliły wspólną rezolucję uznającą powstańców za stronę walczącą i wzywającą rząd hiszpański do przyznania Kubie niepodległości” .
*) Alfred Thayer Mahan (1840-1914) - admirał amerykańskiej marynarki wojennej. W swej książce „Wpływ potęgi morskiej na historię” z 1890 r. przedstawił teorię ekspansjonizmu i budowy mocarstwowości Stanów Zjednoczonych poprzez stworzenie potężnej floty handlowej i marynarki oraz aneksje terytorialne. Realizując jego koncepcje rozwoju USA stały się światową potęgą morską i handlową.
Tags: relacje amerykansko-kubanskie, stany zjednoczone kuba, stosunki amerykansko - kubanskie, usa a kuba, usa kuba, usa kuba stosunki
W trakcie pracy nad tekstem o rozwoju narkobiznesu w Ameryce Środkowej (który mam nadzieję wkrótce się ukaże [EDIT: do pobrania tutaj) natknąłem się na mnóstwo ciekawych informacji. Część z nich zamieszczam poniżej, inne być może dodam później (zachęcam również do zapoznania się ze źródłami zamieszczanych grafik, tabelek, wykresów - mnie dostarczyły wielu interesujących danych).
Na początek - którędy transportowana jest kokaina z Ameryki Południowej do Stanów Zjednoczonych, czyli szlaki narkotykowe:




Tags: narkobiznes, narkohandel, narkotyki, przemyt narkotyków, przemyt narkotyków Ameryka Środkowa, przemyt narkotyków Ameryka Łacińska, szlaki przemytu kokainy, szlaki przemytu narkotyków
Krótko: po spotkaniu prezydentów Santosa i Chaveza odnowione zostały relacje duplomatyczne i ustanowiony został plan stopniowego ocieplenia całego spektrum stosunków. Czyżby nowy prezydent z powodzeniem zdał swój pierwszy test? Jeśli to zbliżenie okaże się trwałe, w moim mniemaniu oznacza to, że plan Uribe i jego ekipy wypalił. Poczekajmy jednak jeszcze jakiś czas przed ogłoszeniem nowego etapu wzajemnych relacji.
EDIT: Pozwolę sobie zacytować wpis Boza, który w pigułce oddaje najważniejsze kwestie:
From yesterday’s meeting:
- The two countries will restore bilateral ties and return ambassadors.
- Colombian President Santos and Venezuelan President Chavez offered to “start the relationship from zero” and not let past disputes get in the way.
- Chavez gave his word to Santos that he is not supporting the FARC. Chavez: “If I supported the guerrillas the results would be quite notable — they would have weapons and money.” Santos accepted his statement and said it was significant.
- Chavez also admitted the Colombia-US security agreement and the issue of the “bases” is a sovereign Colombian decision.
- A bilateral working group will meet to sort out remaining details between the two sides.
- Santos agreed to review claims by Colombian exporters that they are owed $800 million by Venezuela to find any exaggerations or double-billing. Chavez gave assurances that Venezuela will pay its debt.
- Both agreed to vague promises of greater investment and infrastructure for border communities.
- Perhaps most interestingly, both agreed to a “security commission” that will monitor illegal groups along the border and coordinate joint military actions. If that occurs, it will have significant value.
Publicly, it seems like a good start to bilateral relations between the two governments. Now we’ll see if it holds.
Tags: Kolumbia Wenezuela relacje, Manuel Santos i Hugo Chavez, Relacje kolumbijsko-wenezuelskie, stosunki kolumbijsko-wenezuelskie
Pojedyńcze wpisy o kinie latynoamerykańskim zdarzyły mi się kilkukrotnie. Wpis zbiorczy chodził mi po głowie już od dawna. Nareszcie znalazłem chwilę by go urzeczywistnić - także dzięki sygnałom/zapytaniom od czytelników.
Na początku kilka słów wyjaśnienia:
-
kinomanem jestem, a przynajmniej za takowego się uważam,
-
krytykiem filmowym nie jestem (nie będę się rozpisywał o przedstawianych krajobrazach jako paraleli wewnętrznej walki bohatera)
-
specjalistą od kina latynoamerykańskiego - NIE jestem.
Wyjaśniwszy sobie tych kilka kwestii możemy przejść do meritum. Kino latynoamerykańskie lubię. Obrazów zrealizowanych przez regionalnych twórców lub traktujących o regionie widziałem trochę - nie dużo. Ciężko oszacować, ale pewnie byłoby to w granicach 20-30.
To, co mnie szczególnie interesuje to filmy podnoszące kwestie polityczne oraz społeczne. Oto zatem te moim zdaniem najlepsze z nich:
-
Cidade de Deus/Miasto Boga. Film, który w dużej mierze pobudził moje zainteresowanie regionem. Mógłbym o nim pisać w samych superlatywach. Wspaniała, choć tragiczna historia. Niesamowity klimat. Świetna realizacja. Piękna muzyka. Zakładam, że znaczna większość czytelników ten film widziała - niemniej, jest to tzw. jazda obowiązkowa.
-
Missing/Desaparecido/Zaginiony. Świety film Costa Gavrasa doskonale oddający straszny absurd zamachu stanu i rządów Pinocheta w Chile. W trakcie oglądania filmu trudno się powstrzymać od odczuwania wściekłości wobec prymitywnej tępoty postępowania dyktatorów wspieranych przez USA. Stany - tym dobrym mocarstwm? Nie w AŁ. Po seansie, peany pochwalne o Pinochecie wygadywane przez p. Korwina-Mikke (i innych liberałów) stają się zupełnie nagie, pozbawione sensu i jeszcze głupsze.
-
La Noche de los lápices/Noc ołówków. Rewelacyjny film Hectora Olivery opisujący wydarzenia z września 1976 r. w Argentynie, kiedy decyzją ówczesnej junty aresztowano, torturowano, gwałcono i zabito lub “zniknięto” grupę kilkunastolatków protestujących przeciw decyzjom dyktatury (a właściwie domagających się zniżek dla uczniów na środki transportu publicznego). Film powstał na podstawie scenariusza jednego z ocalałych. Robi niesamowite wrażenie.
- Death and the Maiden/Śmierć i dziewczyna. Znakomity film Polańskiego, z równie znakomitą obsadą: S. Weaver, B. Kingsley. Pokazuje “jakiś” latynoamerykański kraj tuż po dyktaturze i jego problemy, a zwłaszcza pojednanie ofiar i ich katów. Polecam.
- [EDIT: La Historia Oficial/Wersja oficjalna - kolejny obraz opisujący okres dyktatury oraz jego skutki w Argentynie. Akcja rozgrywa się już po upadku rządów wojskowych. Opowiada historię nauczycielki historii, która żyła w błogiej nieświadomości czynów, jakich dopuszczała się junta. Nie mogąc zajść w ciążę kilka lat wcześniej wraz z mężem zdecydowali się na adopcję. W wyniku wielu różnych zdarzeń - spotkanie z dawno niewidziana przyjaciółką, pytania i wątpliwości jej uczniów - zaczyna do niej docierać to, co działo się za dyktatury. Stara się znaleźć odpowiedź na pytanie, czy jej adoptowana córka nie jest przypadkiem dzieckiem odebranym jednej z desaparecidas?]
Te cztery powyższe filmy należą do moich ulubionych [EDIT: początkowo były cztery, stopniowo liczba ta może się zwiększać]. Poniższe już wymieniam w dowolnej kolejności.
- Diarios de motocicleta/Dzienniki Motocyklowe. Opowiada o młodym Che Guevarze, jego podróży po Ameryce Południowej i o tym, jak odkrywa niesprawiedliwość społeczną. Ja osobiście byłem obrazem zawiedziony.
- In the Time of the Butterflies/Czas motyli. Kolejny film o dyktaturze, ty razem Trujillo na Dominikanie. Bardzo “poetycki”. Z czystym sercem - polecam (ps dla Panów - Salma Hayek :)).
- La Zona/Zona. Naprawdę dobry, “mocny” film, obrazujący przepaść w rozwarstwieniu społecznym w krajach latynoamerykańskich. Gorąco polecam.
- Che: Part One/Che. The Argentine/Che - Rewolucja. Film świetnie zrobiony, ale ideologicznie skrzywiony. Pisałem o nim szerzej.
- Tropa de Elite/Elitarni. Wciągający film pokazujący problem slumsów w Brazylii - dosłownie rozumiany w przeddzień wizyty Papieża w Rio w 1997 r. Dynamiczny, pełen akcji. Miał być następcą “Miasta Boga”. Dobry, ale osobiście wolę “La Zona.”
- Sin Nombre. Świetny film o drodze nielegalnych imigrantów z Ameryki Środkowej do USA oraz środkowoamerykańskich gangach - maras. Świetny film. Jeden z lepszych w tej grupie. Pisałem o nim szerzej.
- El Rey/Król. Fikcyjna opowieść o pierwszym kolumbijskim baronie narkotykowym. Ciekawie ukazuje problem narkohandlu w Kolumbii.
- Carandiru. Bardzo dobry obraz o słynnym brazylijskim, strasznie przetłoczonym więzieniu i buncie, jaki w nim wybuchł na początku lat 90. ubiegłego wieku. Momentami śmieszny, momentami tragiczny. Polecam z czystym sumieniem.
Poniżej wybrane filmy niekoniecznie polityczne:
- Amorres Perros. Genialny film, genialnego Iñárritu. Broni się sam. Nie trzeba go reklamować.
- Rosario Tijeras. Świetny film o spirali przemocy w Kolumbii, która zaraża nawet te piękne kobiety. Byłem naprawdę mile zaskoczony. Gorąco polecam.
- Perdita Durango. “Dziwny” film o niesamowitym klimacie. Jeśli ktoś lubi pokręconą atmosferę i kino z początku lat 90., to polecam (ps. dla pań - gra tam młody Bardem :)).
- Frida. Reklamować nie trzeba. Polecam.
- La Teta Asustada/Gorzkie Mleko. Film zdobył liczne nagrody. Może dlatego miałem zbyt wysokie oczekiwania… Gdyż prawdę mówiąc byłem trochę rozczarowany. Polecam co najwyżej umiarkowanie.
- Gigante. Również zwycięzca festiwali. I również jak dla mnie rozczarowanie - i to już wcale nie trochę, jak w przypadku filmu wyżej. Może byłem zmęczony… ale film się wlókł i wlókł…i tak, jak się wlókł, tak się skończył…
Zapewne wkrótce sobie coś przypomnę i będę stopniowo tą listę poszerzał. I tu gorąco prośba do Ciebie drogi czytelniku - podziel się swoimi opiniami.
Jakie filmy regionalne lub o regionie Ty najbardziej lubisz?
Jaka jest Twoja lista TOP 5/10, a może TOP 20?
Tags: ameryka łacińska film, filmy latynoamerkańskie, kino latynoamerykańskie
O kryzysach w relacjach kolumbijsko-wenezuelskich pisano - także ja sam - często, w tym również o tym obecnym. Pisze i mówi się dużo o tym, że może to doprowadzić do otwartego konfliktu. Brak jednak jakichkolwiek prób odpowiedzi na szereg nasuwających się pytań, jeśli założymy, że do takiego konfliktu dojdzie. Jak mogłoby do niego dojść? Jakie są możliwe scenariusze rozwoju sytuacji? Kto na jakim polu miałby przewagę? Kto i co mógłby osiągnąć? Jak konflikt by się skończył?
Podjąłem próbę analizy sytuacji i odpowiedzi na pytania. Można ją znaleźć w najnowszym numerze czasopisma “Polska Zbrojna” (32/2010):
Znowu mówi się o wojnie Kolumbii z Wenezuelą. Obie strony wyszłyby jednak z tego konfliktu osłabione zarówno militarnie, jak i gospodarczo. Co taka wojna może oznaczać dla każdej ze stron? ‒ o tym napisał Marcin Maroszek w artykule „Nieopłacalne starcie” („PZ” 32, s. 42).
Zapraszaczam do lektury. Wkrótce wydanie to znajdzie się na stronie www czasopisma w dziale archiwum, skąd będzie je można pobrać w wersji elektronicznej (.pdf). Postaram się wówczas dodać w niniejszym wpisie bezpośredni link do pobrania.
EDIT: do pobrania tutaj.
Tags: Alvaro Uribe i Hugo Chavez, Kolumbia Wenezuela relacje, Relacje kolumbijsko-wenezuelskie, stosunki kolumbijsko-wenezuelskie
Podusmowań rządów Uribe ciąg dalszy. Poniżej dwa na swój sposób ciekawe filmiki.
1. Najbardziej znane wypowiedzi Uribe:
2. Historia rządów Uribe - a właściwie pean pochwalny na rzecz odchodzącego prezydenta. Mając to na uwadze, można filmik obejrzeć:
Tags: Alvaro Uribe, Kolumbia za Alvaro Uribe, rządy Alvaro Uribe








