A jednak, stało się! Po coraz liczniejszych ostatnio głosach i apelach (m.in. przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, polityków i znawców regionu) domagających się od Waszyngtonu reorientacji w polityce antynarkotykowej, nadchodzi zmiana. Lepiej późno niż wcale.
To, że coś się ruszyło można było obserwować od kilku dni. Zapowiedzi wizyt wysokich urzędników amerykańskich w Meksyku, przystąpienie do wzmocnienia kontroli granicy i pomocy w tym zakresie południowemu sąsiadowi, wypowiedzi Obamy, że walka z narkohandlem to “wspólna odpowiedzialność” Stanów Zjednoczonych i Meksyku… Przełom nastąpił wczoraj, kiedy za Rio Grande udała się z wizytą sekretarz stanu, Hillary Clinton. Jeszcze podczas podróży samolotem powiedziała towarzyszącym jej dziennikarzom: “Oczywistym jest, że to, co robiliśmy nie działa. Nasz nienasycony popyt na narkotyki napędza narkohandel. Nasza niezdolność do zastopowania szmuglu broni za granicę, gdzie uzbraja kryminalistów spowodowała śmierć policjantów, żołnierzy i cywilów“.
Niby tylko kilka słów prawdy, a jednak niespotykane dotąd “wyznanie winy” przez Biały Dom. Niejako zaprzecza to skuteczności prowadzonej od ponad 30 lat amerykańskiej wojny z narkotykami! Przyznaje, że to amerykański popyt jest przyczyną rozwoju narkobiznesu. Jest to dobra wróżba na przyszłość odnośnie wojny z narkotykami, stosunków amerykańsko-meksykańskich i szerzej - relacji Waszyngtonu ze wszystkimi krajami Ameryki Łacińskiej. Nowy gospodarz Białego Domu przygotowuje szeroką strategię walki z narkotykami (może stąd opóźnienia w jej ogłoszeniu…) - nie tylko dla Meksyku. Nauczeni doświadczeniem lat 90., kiedy zlikwidowanie szlaku przemytowego z Kolumbii przez Karaiby na Floryde przyniosło tylko przeniesienie się owego szlaku do Meksyku właśnie, decydenci amerykańscy chcą tym razem podjąć globalną walkę z narkohandlem, na wszystkich frontach.
Meksyk jest tylko jedną z jej części - póki co najważniejszą. Oprócz przyznania się do winy i zapewnień o reorientacji w polityce antynarkotykowej, Clinton mówiła o przekazaniu dodatkowych 66 milionów USD na helikoptery dla meksykańskiej policji oraz przyspieszeniu realizacji Planu Merida (jak również o kwestiach gospodarczych i edukacji, gdyż jak podkreśliła: “Nasze stosunki są znacznie szersze i głębsze [niż problem narkotyków]“.
Wizyta i wypowiedzi Hillary Clinton były potrzebne, tym bardziej, że ze Stanów Zjednoczonych do Meksyku dopływały często sprzeczne sygnały, co do postawy względem kondycji państwa meksykańskiego i polityki antynarkotykowej nowej administracji amerykańskiej (o tym szerzej pisałem tutaj). Nawet drobne zatargi, jak publikacji Forbes’a prowadziły do napięcia we wzajemnych relacjach.
Choć deklaracje Clinton są dopiero pierwszym krokiem, to jest to zarazem pierwszy od dawna ruch, który dobrze wróży na przyszłość. Jeśli przełoży się na działania, będzie to milowy krok w wojnie z narkotykami. I jest duża szansa, że przeleje się to na polepszenie ogółu stosunków Białego Domu z całym regionem. Przekonamy się, czy z tej małej kulki śnieżnej zrobi się lawina już niedługo. W połowie kwietnia prezdenta Calderona odwiedzi Barack Obama, a następnie uda się na Szczyt Ameryk w Trynidad i Tobago (17-18 kwietnia). Być może tam, dojdzie do kolejnego symbolicznego kroku ze strony amerykańskiej, który zbliży je do państw Ameryki Łacińskiej.
Ps. ciekawe czy w tej globalnej walce z narkotykami znajdzie się miejsce na postulowaną przez wielu legalizację marihuany i traktowanie narkomanów jako chorych… wątpliwe…
Tags: Hillary Clinton Meksyk, meksyk narkobiznes, meksyk narkohandel, meksyk narkotyki, meksyk usa narkotyki, stany zjednoczone meksyk narkotyki, stany zjednoczone narkotyki, usa narkotyki, usa wojna z narkotykami









Darmowy plan dla pani Clinton:
1. Koniec ze sfobodnym kupowaniem broni w USA - trzeba zmienić konstytucję.
2. Zmniejszyć popyt na prochy jako źródło problemu - kary i to spore za posiadanie dowolnej ilości, jak i również kary za spożywanie narkotyków… (łącznie z publikowaniem kto bierze)
3. Na trzecim miejscu walka z samym przemytem czyli dozbrojenie policji Meksyku, szkolenia, wywiad.
4. Rozwój gospodarki meksykańskiej - jak będzie praca to mniej ludzi będzie przemycać kokę….
1. zmienić zapis konstytucji o prawie do posiadania bronie w najbliższej przyszłości jest mało prawdopodobny; chodzi i o bardzo silne lobby zbrojeniowe (chyba najsilniejsze w USA) i o przywiązanie Amerykanów do tego “niezbywalnego” w ich mniemaniu prawa, na straży którego stoją różna ugrupowania i towarzystwa; polecam film dokumentalny, który podejmuje ten temat - “Zabawy z bronią” M. Moore’a; choć autor nie jest do końca wiarygodnym źródłem bardzo ciekawie podchodzi do zagadnienia; może jednak po kolejnych masakrach w amerykańskich szkołach coś sie ruszy w tej materii.
2. nie jestem przekonany, że samo to poskutkuje; zdecydowanie bardziej postawiłbym na edukację społeczeństwa; to jest zawsze pierwszy krok, zakazy i nakazy nigdy nie przynoszą spodziewanych skutków i nie prowadzą do celu; człowiek jest zbyt niepokornym stworzeniem.
3. zgadza się; tylko tutaj też potrzebne są większe pieniądze, co w dobie kryzysu jest mało prawdopodobne; obecnie USA mają przeznaczyć 700 mln USD rocznie na pomoc Meksykowi w walce z narkohandlem; jest to mniej niż pierwotnie ustalano (950 mln USD) i kropla w morzu potrzeb; że w ogole nie wspomne o wyskości pomocy dla Panamy - 2 mln USD…
4. zgadza się, ale to też nie jest proste. raz, że obecnie jest kryzys, dwa, że potrzebne byłyby na to również dodatkowe fundusze i zmiany w samym Meksyku.
Ps. sorry za późną odp.