Jak można się było spodziewać, dotychczasowy prezydent Ekwadoru Rafael Correa został w niedzielę ponownie wybrany na prezydenta. Wygrał już w pierwszej rundzie, uzyskując prawie 52% głosów.
Kim jest Rafael Correa?
Socjalistą? - tak. Przyjacielem Chaveza? - tak. Lewicowym radykałem? - do pewnego stopnia, ale nie takim, jak Chavez, Morales czy Ortega. Niemniej wzorem Chaveza i Moralesa, którzy we wrześniu 2008 r. wydalili amerykańskich ambasadorów, Correa w lutym 2009 r. za persona non grata uznał dwóch wysokich urzędników amerykańskiej ambasady w Ekwadorze. Jego zwycięstwo ucieszyło więc przede wszystkim kolegów z ALBA, Chavez z radości nawet do niego zadzwonił. Nie może to dziwić, jest to kolejny dowód na umacnianie się wpływów lewicy w regionie. Nie można jednak być stronniczym, gratulacje popłynęły dla Correi od wielu innych państw i organizacji regionu, i umiarkowanych socjalistów (Brazylia) i przedstawicieli prawicy (Kolumbia).
Co teraz? Nie rewolucja boliwariańska teraz jednak w głowie przywódcy Ekwadoru. Kryzys gospodarczy daje się coraz bardziej znać o sobie. Ciężko w takiej sytaucji będzie utrzymać programy socjalne. Correa próbował podjąć temat wzajemnej pomocy gospodarczej na niedawnym Szczycie Ameryk w Trynidad i Tobago, nie uzyskał jednak odpowiedniego wsparcia ze strony innych krajów. Correa krytykował kraje i instytucje kapitalistyczne za rozpętanie kryzysu. Jak zauważa jednak Michael Shifter z Inter-American Dialogue, prezydent “może być zmuszony do zwrócenia się o pomoc do tych samych instytucji finansowych, które były przedmiotem jego ataków politycznych”. Kryzys bowiem dotyka głównych źródeł przychodów kraju: ropy, której cena drastycznie spada, podobnie jak spada ilość pieniędzy przesyłanych przez 3 milionową rzeszę emigrantów (głównie ze Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii, Włoch i innych krajów Ameryki Łacińskiej).
Tags: ameryka lacinska lewica, ekwador, rafael corea prezydent ekwadoru, Rafael Correa








