Lula krytykowany? Naprawdę?

Jeszcze do niedawna bożyszcze mediów, osoba podawana za wzór silnego –  lecz nie wrogiego USA czy Europie – latynoamerykańskiego przywódcy, opisywany w samych superlatywach (szczególnie po niedawnym szczycie G20 w Londynie) prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva został niedawno ostro skrytykowany na forum ONZ.

Skąd przyszedł atak? Ze strony Human Rights Watch. Za co? Za popieranie reżimów łamiących prawa człowieka. Brazylia była jednym z państw, które głośno domagały się od Stanów Zjednoczonych zamknięcia więzienia w Guantanamo jako ośrodka, gdzie łamane są prawa człowieka. Sama jednak nie jest bez winy. Nie chodzi o same wykroczenia popełniane przez władze w Brasilii, lecz o poparcie, jakiego udziela krajom je popełniającym.

Dnia 15 czerwca 2009 r. Lula wystąpił przed Human Rights Council przy ONZ, gdzie obwiniał kraje bogate o zrzucanie ciężaru kryzysu (który same spowodowały) na barki krajów biednych. W odpowiedzi, przedstawiciele Human Rights Watch zauważyli, że da Silva powinien sam wyjaśnić czemu używa swego głosu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ dla ochrony państw popełniających odrażające zbrodnie. O jakie kraje chodzi? O Koreę Północną, gdzie prawa człowieka zdecydowanie nie leżą na sercu władz, a szczególne zaniepokojenie budzą tortury i obozy pracy; o Demokratyczną Republikę Konga, gdzie na porządku dziennym jest przemoc seksualna i rekrutacja dzieci do regionalnych bojówek; o Sri Lankę, gdzie zarówno strona rządowa, jak i Tamilskie Tygrysy oskarżane są o zbrodnie wojenne; o Kubie nawet nie wspominając.

We wszystkich tych przypadkach Brazylia była przeciwna rezolucjom potępiającym tamtejsze władze i forsowała politykę nieinterwencji.  Julie de Rivero z Human Rights Watch demaskuje jednak taką postawę Luli.

„Poparcie Brazylii dla brutalnych reżimów podminowuje działania Human Rights Council. Zamiast stawać w obronie ofiar, Brazylia często stoi na stanowisku, iż rządom trzeba dać szansę [aby się mogły wykazać – przyp. mój] oraz że od praw człowieka ważniejsza jest suwerenność narodów”.

Biorąc pod uwagę historię Ameryki Łacińskiej, obsesję na punkcie suwerenności można zrozumieć, tolerancję dla łamania praw człowieka – nie!!! – region sam doświadczył boleśnie wielu krwawych dyktatur, mających za nic prawa człowieka (Chile, Argentyna, Brazylia i in.). Czemu zatem Lula tak postępuje? Kluczem jest tu kolejna część wypowiedzi Julie de Rivero:

„Brazylia staje po stronie reżimów łamiących prawa człowieka, a nie ich ofiar. (…) Brazylia wydaje się być bardziej zainteresowana tym, aby nie obrazić tych reżimów  niż realizacją mandatu rady [Rady Praw Człowieka – Human Rights Council] do podejmowania problemów łamania praw człowieka”.

Niestety, ale prawda jest taka, iż Lula nie jest ideałem i też kieruje się zimnym rachunkiem politycznym – nie chce nikomu się narażać. Brazylia stara się budować swoją „mocarstwowość” i potrzebuje do tego poparcia innych krajów – latynoamerykańskich, azjatyckich i afrykańskich, zwłaszcza na forum Ruchu Państw Niezaangażowanych, którego stara się być liderem. „Niepotrzebne” uwagi władz brazylijskich do „niefrasobliwego” podejścia pewnych krajów do praw człowieka mogłoby odebrać Luli kilku sojuszników i garść cennych głosów poparcia w międzynarodowych gremiach i instytucjach.

Human Rights Watch wyraziła nadzieję, że

„(…) w przyszłości odpowiedź Brazylii na nadużycia podniesione przez Human Rights Council będzie słuszna i stać będzie po stronie ofiar”.

Pozostaje tylko wespół z Human Rights Watch trwać w tej nadziei…


1 comment on “Lula krytykowany? Naprawdę?Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *