Honduras – zamach stanu (2)

Tło zarysowane już mamy więc możemy zagłębić się w szczegóły. Na różnych forach internetowych – zagranicznych, w Polsce stosunkowo niewiele o tym się mówi (wow, ale niespodzianka…) – można natknąć się na zażarte dyskusje przeciwników i zwolenników  „zamachu stanu”. Sam termin „zamach stanu” jest kwestionowany. Dlaczego? Jakie są argumenty jednej i drugiej strony?

Przyjrzyjmy się:

  1. wojsko na rozkaz Sądu Najwyższego usunęło prezydenta ze stanowiska i zmusiło do opuszczenia kraju;
  2. jako powód takiego postępowania podawane jest łamanie przez Manula Zelayę prawa, nierespektowanie postanowień parlamentu i Sądu Najwyższego; dymisjonowanie wysokich urzędników państwowych niechcących spełniać jego wytycznych i działać wbrew prawu;
  3. obecne władze Hondurasu nie uznają wczorajszych wydarzeń za zamach stanu, lecz działanie zgodne z prawem – usunięcie prezydenta notorycznie łamiącego prawo.

Czy jednak działanie władz było usprawiedliwione i możliwe do przyjęcia? Przeciwnicy (byłego jak na razie) prezydenta wskazują, że może nie  było to idealne rozwiązanie, ale wymuszone sytuacją; że to Zelaya pierwszy i wielokrotnie łamał prawo, nie przyjmował do wiadomości decyzji innych organów państwa; że nie zważywszy na opór w kraju i nielegalność jego działań zmierzał do zmiany konstytucji w sobie przychylnym kierunku i umożliwienia reelekcji, a tym samym ustanowienia quasi dyktatury a’la Chavez czy Morales (polecam komentarze do wpisów tu, tu i tu – jęz. ang).

Wszystko ok, ale czy to usprawiedliwia taką formę działań? Według mnie nie. Zgadzam się, że Zelaya łamał prawo i powinien zostać za to ukarany, a nawet odsunięty ze stanowiska, ale nie w taki sposób. Nawet jeśli zostałby oskarżony należał mu się uczciwy proces, nie można działać niezgodnie z prawem tylko dlatego, że ktoś tak działa. Jak ktoś zabija, to my też mamy to robić?

Podobny do mojego tok myślenia prezentują przeciwnicy zamachu stanu – tak zwolennicy Zelayi, jak i ci, co za nim nie przepadają, ale nie mogą też tolerować takich działań, jakie zostały podjęte (wypowiedzi i argumenty można znaleźć w tych samych komentarzach, które podałem przy zwolennikach zamachu).

Zasadniczym pytaniem jest jednak, czy działania te były nielegalne, czyli: czy Sąd Najwyższy miał prawo jednogłośnie odwołać prezydenta (że pominiemy już wygnanie go z kraju) i wydać odpowiedni rozkaz siłom wojskowym? Wątpliwe. Stuprocentowej pewności nie mam, ale byłoby to dość dziwne i potężne uprawnienie władzy sądowniczej. Tu znaleźć można próbę innego autora (na której się m.in. opierałem) rozstrzygnięcia tej kwestii. Tutaj natomiast, jak również tutaj i tutaj próbowano dociec, w jaki właściwie sposób powinny postąpić władze, chcąc odsunąć od władzy prezydenta łamiącego prawo. I w tym przypadku jednak autorzy nie mogą znaleźć ostatecznej odpowiedzi, gdyż nie mogą dotrzeć do decydującej ustawy.

Ja jednak (póki co) stoję na stanowisku, że Sąd Najwyższy działał poza swoimi uprawnieniami, a więc niezgodnie z prawem, a zatem wygnanie prezydenta było nielegalne i niedopuszczalne.


2 comments on “Honduras – zamach stanu (2)Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *