Co Honduranie myślą o wydarzeniach z niedzieli?

Nie przypadkowo użyłem słowa „wydarzenia” – nie wszyscy w Hondurasie bowiem uważają, że miał miejsce zamach stanu. Ale o tym za chwilę.

W poprzednim wpisie opisałem stanowisko innych krajów wobec usunięcia  (także dosłownego) przez wojsko – na rozkaz Sądu Najwyższego – prezydenta Zelayi. Opinia międzynarodowa nadzwyczaj zgodnie skrytykowała to posunięcie, nazywając je najczęściej zamachem stanu. Zelaya został nawet zaproszony na wygłoszenie mowy na forum ONZ.

Wypowiedzi specjalistów, artykuły w gazetach, na jakie się natknąłem w większości również potępiały te działania, choć zdarzały się także opinie przeciwne  (o tym też już wspominałem).

Nie dawało to jednak odpowiedzi na zasadnicze pytanie: jak wydarzenia te postrzegane są w samym Hondurasie?

Pierwszą wskazówką, że nie rozgniewało to obywateli był początkowy brak jakichkolwiek większych protestów, panował względny spokój. W kolejnych dnia pojawiły się jednak oznaki protestu. Wczoraj AP donosiło o manifestacji zwolenników Zelayi liczącej aż… 200 osób. Choć zrobili dużo zadymy (dosłownie – palili opony), tak mała ilość osób świadczyła, że niewielu ludziom zależało na przywróceniu do władzy obalonego prezydenta. Dzisiejszy LA Times mówił już o kilku tysiącach demonstrantów i ich starciach z policją. Czy to już coś mówi? Ciągle nie świadczy dobrze o popularności Zelayi. Kilka tysięcy (może 9, a może 2…) na ponad 7 milionowy kraj to słaba statystyka poparcia. Tym bardziej, że kilka dni wcześniej, 23 czerwca 2009 r. miała miejsce w Hondurasie manifestacja, której uczestnicy domagali się od rządu – wówczas jeszcze Zelayi – aktywnych działań na gruncie przemocy, biedy, zdrowia i edukacji, a nie zajmowania się kwestią referendum. Uczestnicy nosili koszulki z napisami „Broń Konstytucji”, tablice z hasłami „tak dla demokracji, nie dla referendum”. Ile osób liczyła ta manifestacja? 100 000. Widać różnicę?

Po drugie wreszcie, szukając opinii Honduran natknąłem się na kilka blogów i stron, gdzie autorzy w zdecydowanej większości bronili decyzji sądu wykonanej przez wojsko, krytykowali autokratyczne zapędy Zelayi i krytykowali zachodnie media za jednostronne podejście do tematu, uprzedzenie i zupełne pominięcie zdania samych Honduran.

Przede wszystkim polecam ciekawy (anglojęzyczny) blog pewnej Amerykanki mieszkającej w Hondurasie oferujący komentarze od wewnątrz i z pierwszej ręki.

Tutaj znajduje się apel pewnego obywatela Hondurasu, który – jak twierdzi – w 2005 r. głosował na Zelayę, ale obecnie popiera działania władz. Ciekawie kreśli tło, opisuje rządy Zelayi; jego zwrot na lewo i zdradę osób, które na niego głosowały; łamanie przezeń prawa; wyjaśnia dlaczego większość osób w Hondurasie wcale nie uznaje wydarzeń z niedzieli za zamach stanu i na końcu apeluje:

„Prosimy społeczność międzynarodową, aby bliżej przyjrzała się sytuacji i nie pozwalała innym krajom, jak Wenezuela, Kuba, Nikaragua i Ekwador, mieszać się w to, co sami wybraliśmy. My, naród Hondurasu, wybraliśmy: to jest demokracja”.

Tutaj z kolei jest list do CNN z apelem o bardziej dogłębne analizy i nieprezentowanie Manuela Zelayi jako męczennika, gdyż jest zwykłym przestępcą. Przeczytać tam możemy m.in.:

„90% Honduran jest bardzo szczęśliwych, że demokracja, wolność i niezawisłość wygrają…. Nakłaniamy do analizy tego zagadnienia, gdyż jeśli nie zostanie to poprawione, będziecie odpowiedzialni za międzynarodowy chaos i zagracie w drużynie Hugo Chaveza. „.

Tutaj natomiast jest inne, ale analogiczne w wymowie wezwanie:

„Proszę, pomóż narodowi honduraskiemu, pisze mail, dzwoń do swoich mediów i poproś, aby przestali nazywać to, co się stało zamachem stanu; to nie był zamach stanu, to była wola narodu, rządy prawa i wykonanie orzeczenia Sądu Najwyższego…”.

Choć niewątpliwie część Honduran chce powrotu Zelayi, większość wydaje się być zadowolona z obrotu spraw. Niech poświadczą o tym zdjęcia z  wczorajszej demonstracji – szacowanej na ponad 10 000 osób – popierającej obecne władze w kraju – do znalezienia pod tym wiele mówiącym wpisem: „Świecie: nie chcemy być Kubą„. Na owych zdjęciach widać tłumy manifestantów noszące m.in. sztandary z napisem „Bronimy naszej konstytucji”.

Jak widać naród Hondurasu nieszczególnie tęskni za powrotem Manuela Zelayi na najwyższe stanowisko w państwie. Mimo presji międzynarodowej, obecne (de facto) władze nie ustępują, słuchają głosu większości obywateli. Roberto Micheletti, który zastąpił Zelayę na stanowisku prezydenta stwierdził:

„Nikt nas nie przestraszy…. 80-90% obywateli Hondurasu jest zadowolona z tego, co się stało”.

100% pewności nie mam, ale dużo wskazuje, że faktycznie tak może być. Czy to usprawiedliwia podjęte przeciw prezydentowi działania? Nadal stoję na stanowisku, że nie. Nie przekazano do tej pory do publicznej wiadomości odpowiednich decyzji (przynajmniej mi nic tym nie wiadomo), na mocy których wydalenie prezydenta z kraju można uznać za legalne, ani nie wskazano na jakich zapisach prawnych owe decyzje miały się opierać. Póki to nie nastąpi, póki nie wykazane zostanie, iż działanie to miało podstawy prawne = było legalne, nie uznam tego za dobry krok. Niemniej, z używaniem zwrotu „zamach stanu” się powstrzymam.

Autorka bloga, o którym wspomniałem wyżej pisze:

„Demokracja: pogubiłam się w tym. Jeśli wolą większości obywateli Hondurasu jest, aby Mel Zelaya nie był dłużej prezydentem – a wygląda na to, że tak jest – ale społeczność międzynarodowa zmusza Honduras do jego restytucji używając w tym celu sankcji ekonomicznych (…), czy to jest demokracja?”.

Jeśli naprawdę taka była wola większości – w co wierzę – na pewno znalazłby się inny sposób na usunięcie niechcianego prezydenta, sposób całkowicie legalny i nie budzący tylu wątpliwości.


0 comments on “Co Honduranie myślą o wydarzeniach z niedzieli?Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *