Correa i FARC

W piątek AP doniosło, iż znaleziona została taśma z nagraniem, na którym jeden z liderów FARC potwierdza sponsorowanie przez tą kolumbijską partyzantkę kampanii wyborczej Rafaela Correi, obecnego prezydenta Ekwadoru, w 2006 r. Niedawno wspominałem o zaostrzających się relacjach kolumbijsko – ekwadorskich. Teraz zaognią się one jeszcze bardziej.

Quito zerwało stosunki z Bogotą po tym jak armia kolumbijska zaatakowała w marcu 2008 r. obóz FARC znajdujący się na terenie Ekwadoru zabijając 25 osób (w tym jednego z przywódców partyzanckich Raula Reyesa). Od tego momentu obydwa kraje są do siebie wrogo nastawione. Rząd Alvaro Uribe oskarżał Chaveza i Correę o kontakty i konszachty z partyzantami. Dowodem na to były dokumenty z przechwyconego od FARCu laptopa. Z laptopem jednak działy się różne rzeczy, co sprawiło, że nie wszyscy uwierzyli w oryginalność przedstawionych dowodów twierdząc, iż zostały one sfabrykowane przez rząd Uribe (i USA). Być może teraz część nieprzekonanych uwierzy w prawdziwość powiązań FARCu z lewicowymi rządami regionu… (część zaś na pewno będzie widziała w tym spisek masonerii/Żydów/prawicowych elit kolumbijskich/Waszyngtonu/lobby zbrojeniowego w USA/zakonu Syjonu czy krewnych-i-znajomych-królika).

Ujawnione teraz nagranie przedstawia jednego z przywódców FARCu, czytającego list-testament założyciela i lidera partyzantki, Manuela Marulandy (pseudonim Tirofijo) po jego śmierci 26 marca 2008 r. Tekst tego listu znano już wcześniej, znaleziono go bowiem w zasobach laptopa (kolejnego!) przechwyconego w październiku ubiegłego roku. Wówczas jednak kręgi lewicowe znów zaprzeczały jego oryginalności, a Correa i Chavez oskarżali Uribe o oszustwa. Tym razem jest jednak nagranie video z wysokim rangą partyzantem czytającym ten sam list, nagranie, którego oryginalność została potwierdzona przez specjalistów.

Co zawiera ów list? M.in. potwierdza powiązania FARCu z Chavezem i Correą. Marulanda pisze o potrzebie „utrzymywania dobrych relacji politycznych, przyjaźni i zaufania z rządami Wenezueli i Ekwadoru”. Ubolewa nad dokumentami przejętymi podczas ataku sił kolumbijskich na obóz FARC na początku marca 2008 r. Wśród owych dokumentów – czytamy w liście – są dowody na „wsparcie w dolarach kampanii Correi i następne rozmowy z jego przedstawicielami”. Jak pisze Marulanda: „niektóre porozumienia przedstawione w dokumentach są bardzo kompromitujące dla nas i naszych przyjaciół„.

Jak wcześniej, tak i teraz Rafael Correa wypiera się jakichkolwie powiązań z FARCiem; nie przyznaje się do pobierania od partyzantów pieniędzy na swą kampanię prezydencką w 2006 r. i twierdzi, że to wszystko to jedna wielka mistyfikacja. Faktem jest, że w liście nie jest wspomniane, iż Correa był bezpośrednio zamieszany w kontakty z FARCiem. Być może o niczym nie wiedział i była to tylko inicjatywa kogoś z jego sztabu – póki nie będzie dowodów na bezpośrednie powiązanie Correi z partyzantami takiej wersji się trzymajmy. Niemniej, faktem jest również, że jego kampania wyborcza była sponsorowana m.in. przez FARC, powinno być zatem przeprowadzone śledztwo w tej sprawie i gruntowny przegląd ekipy Correi pod kątem korupcji. Prezydent Ekwadoru jednak wszystkiemu zaprzecza i nie przyjmuje do wiadomości doniesień z Kolumbii. Wygląda na to, że relacje tych dwóch krajów staczają się w dół po równie pochyłej

Add to Google


1 comment on “Correa i FARCAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *