Miasto Boga czy handlarzy narkotyków?

Zestrzelony helikopter wojskowy, śmierć trzech policjantów i 16 kryminalistów – to bilans ostatniego weekendu w Rio de Janeiro. Kiedy mają miejsce tego typu spektakularne wydarzenia, świat przez chwilę interesuje się Brazylią, utożsamia Rio z czymś więcej niż karnawałem. Szybko jednak media zapominają o nudnym, codziennym życiu milionów Brazylijczyków, życiu, którego nieodłącznymi składowymi są bieda, narkotyki i przemoc.

Poza kilkoma głośnymi akcjami policji lub handlarzy narkotyków – jak choćby ta z ostatnich dni – najwięcej uwagi problem brazylijskich faveli i kwitnącej tam przestępczości zyskuje dzięki takim obrazom filmowym, jak „Miasto Boga” (od nazwy jednej z faveli – Cidade de Deus) czy „Elitarni”. Akcja pierwszego toczy się w latach 60. i 80. XX w., drugiego zaś w 1997 r. Przez tych kilka dekad niewiele się zmieniło: favele jak były tak są, ludzie jak żyli tam w skrajnej biedzie, tak nadal wegetują, handlarze narkotyków jak nimi rządzili, tak nadal są panami życia i śmierci.

Tak powstały favele

Powstanie brazylijskich dzielnic nędzy krótko i barwnie opisał Artur Domosławski („Gorączka Latynoamerykańska”): „Było sobie latyfundium, którym władał portugalski Pan, i byli niewolnicy, którzy dla Pana pracowali. Daleko od latyfundium były porty, do których dobijali kupcy i imigranci, i które z biegiem czasu zamienili w metropolie. U schyłku dziewiętnastego wieku [w 1888 r. – przy. autora] niewolnicy dostali wolność. Część poszła do miast, większość została u Pana jako najemni robotnicy rolni”. W drugiej połowie XX w. w wyniku szybkiego rozwoju technologii stali się zbędni i zaczęli „…masowo opuszczać wielkie gospodarstwa, fazendas, i wędrowali do miast na wybrzeżu – za domem, pracą, chlebem. Miasta nie były w stanie pomieścić wszystkich – zaczęły powstawać favelas, brazylijskie slumsy, dzielnice nędzy i gwałtu”. W latach 70. XX w. ukształtowały się te rozległe slumsy, które znamy dziś.

Potem pojawili się oni

Mniej więcej w tym samym czasie (dekada lat 70.) w zakładzie penitencjarnym Ilha Grande grupa złożona z jednej strony ze zwykłych przestępców, a z drugiej z więźniów politycznych (walczących z ówczesną dyktaturą), uformowała organizację Falange Vermelha (Czerwona Falanga), walczącą w obronie praw i poprawy warunków życia w więzieniach. Wyłonione z niej wkrótce Vermelho Comando (Czerwone Komando) stało się pierwszym brazylijskim gangiem. W latach 80. zaczęło zajmować się narkotykami i z więzień wyszło na ulice faveli. Z czasem doszło do podziałów w gronie organizacji i pojawili się konkurenci. Na początku lat 90. przestępczym światkiem Rio rządziły trzy duże grupy przestępcze: Vermelho Comando, Terceiro Comando i Amigos dos Amigos. Do dziś są to trzy najsilniejsze grupy przestępcze w Rio de Janeiro, lecz od kilku lat postępuje proces fragmentyzacji gangów doprowadzając do pojawiania się większej ilości mniejszych komórek, coraz to bardziej bezwzględnych i brutalnych w działaniu. Owo rosnące rozdrobnienie doprowadza do krwawych walk o wpływy, a jednocześnie utrudnia skuteczną działalność wymiaru sprawiedliwości. Podstawą utrzymania gangów są narkotyki.

Narkotykowy raj

Brazylia to drugi po Stanach Zjednoczonych największy rynek zbytu dla kokainy na świecie. Co istotne, w dużej mierze sprowadzana jest tam na własne potrzeby konsumpcyjne, a w mniejszej na reeksport do USA i Europy. Poza tym, w Brazylii uprawia się również duże ilości marihuany. Narkohandel od lat stanowi jeden z największych problemów wewnętrznych kraju. Statystki z początku XXI w. wskazywały, że na ówczesne 704 favele w Rio de Janeiro jedynie dwie wolne były od problemu narkohandlu. Narkotyki obecne są wszędzie – w favelach żądzą codziennym życiem milionów ich mieszkańców, ale warto pamiętać, że klientami gangów narkotykowych są również mieszkańcy „lepszych” dzielnic brazylijskich miast. Dbają o to gangi organizując rozbudowane siatki handlowe. Centralną rolę w łańcuchu dystrybucji posiadają bocas de fumo (usta dymu), czyli niejako jednostki administracyjne danej organizacji odpowiadające za określony obszar faveli. Poszczególne bocas de fumo mają do swej dyspozycji zastępy młodych osób, mieszkańców dzielnic nędzy, którzy dołączają do gangów w pogoni za pieniędzmi, za lepszym życiem, za szacunkiem. Szacuje się, że w Rio ok. 10 000 takich osób zajmuje się rozprowadzaniem narkotyków.

Przemoc

Charakterystyczną cechą narkobiznesu w Brazylii jest bezkompromisowa przemoc. Jest to z jednej strony wynikiem dewaluacji życia ludzkiego (także własnego) w dzielnicach nędzy, a z drugiej kwitnącego handlu bronią. Co ciekawe, to rodzimi producenci broni dostarczają aż 75% jej zasobów na rynek i tym samym doprowadzają do eskalacji przestępczości. W Brazylii posiadanie broni jest dozwolone, niemniej z szacowanych na 17 milionów sztuk broni palnej cyrklującej w kraju, połowa jest nielegalnego pochodzenia. Niepokojący jest ponadto fakt, że duża część (ok.20%) skonfiskowanego przez policję uzbrojenia pochodzi z zapasów policji i wojska.

W latach 1994-2003 policja przechwyciła 25 490 sztuk broni, przy czym o ile w 1994 r. było to 745 sztuk, o tyle w 2003 r. już 6068 – co oznacza wzrost o 714%. Pokłosiem większej liczby broni na czarnym rynku jest rosnąca liczba zabójstw. W okresie 1983-2002 w Rio de Janeiro wzrosła ona o 444%. Procent ten prawdopodobnie w rzeczywistości jest jeszcze znacznie większy, do liczby zabitych nie wlicza się bowiem (a wszystko na to wskazuje, że powinno się to robić) osób zaginionych, których w samej tylko dekadzie 1993-2002 było prawie 16 500.

Policja

Często można spotkać się z opiniami mieszkańców faveli, mówiących o tym, że boją się policji w tym samym stopniu co gangów. Z jednej strony chodzi o ogromnej skali korupcję, trudną do ukrócenia mimo prób rządu Luli. Policjanci są kuszeni wielkimi w porównaniu z pensją pieniędzmi, jakie oferują im za współpracę lub przymykanie oka handlarze narkotyków. Inne przypadki to wymuszanie przez „stróżów prawa” haraczy od lokalnych gangów. W efekcie wymiar sprawiedliwości często jest tylko jednym z trybów kręcącego się narkobiznesu. Z drugiej strony, nierzadkie są przypadki zwykłych akcji odwetowych policjantów, za śmierć kolegów. Działają oni wówczas równie brutalnie co Ci, których mieli zwalczać, a ofiarami często stają się osoby „podejrzane” lub zwyczajnie niewinne. W ciągu jednej nocy 28 sierpnia 1993 r. w zemście za zabicie 4 policjantów ich koledzy zabili 21 osób.

Życie w favelach

Liczbę faveli w samym Rio obecnie szacuje się na około 650. Większość z nich to tworzone spontanicznie na zboczach wzgórz zgrupowania chat, część to pozostałości nieudanego planu rządu z lat 60. próbującego radzić sobie z postępującą wówczas urbanizacją. Te drugie mieszczą się na płaskich obrzeżach miasta. Osławiona filmem favela „Miasto Boga” jest jedną z nich. „Chcesz wiedzieć, jak tu jest naprawdę? Nie umiesz sobie tego nawet wyobrazić. Nie puszczam dzieci, żeby bawiły się na ulicy. Kilka tygodni temu zastrzelono przypadkiem jakiegoś malca. Broń jest wszędzie, narkotyki na każdym rogu…”. Tak swoje życie w faveli Mare opisuje Domosławskiemu jeden z jej mieszkańców. Narkotyki i przemoc zrobiły swoje. A to tylko część problemu. Dodać do tego trzeba skrajną nędzę. Mieszkańcy brazylijskich slumsów żyją w barakach, pozbawieni podstawowych „wygód” i sanitariów. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć ich życia. Oni nie wiedzą co to bieżąca woda, ciepła i zimna wedle uznania; nie wiedzą co to prysznic; do zaspokojenia potrzeb fizjologicznych 50 rodzin służą trzy dziury w podłodze. Życie poniżej jednego dolara na dzień… Niemożliwe? Tam to norma. Nic dziwnego, że młodzi gniewni chcą się z tego wyrwać i wzmacniają szeregi gangów. Są gotowi ryzykować życiem, byle tylko zaznać odrobiny „luksusu”, byle móc kupić sobie nowe ubranie, coca-colę. Bo co to za życie… Jeśli kiedyś przeciętny aresztowany szef jakiegoś gangu/okręgu w favelach miał 28-35 lat, to ostatnio średnia ta wynosi lat 17-18.

Światełko w długim tunelu

Czy zatem rząd nic w tej sprawie nie robi? Robi, szczególnie odkąd na jego czele stoi Luiz Inacio Lula da Silva (2003 r.), tyle że musi walczyć z korupcją, silnym lobby zbrojeniowym i bossami narkotykowymi, którzy bywają połączeni interesami z wpływowymi elitami w Brazylii. U źródła problemu leży bieda, wykluczenie społeczne i duże rozwarstwienie. W ostatnich latach i to ulega poprawie. Gospodarka nabiera rozpędu, a odkryte niedawno złoża ropy u wybrzeży kraju prawdopodobnie jeszcze popchną ją do przodu. Wskaźnik skrajnej biedy wyniósł w 2004 r. 8%, po raz pierwszy osiągając jednocyfrową wartość. Zmniejszają się ogromne różnice w dochodach, maleje śmiertelność niemowląt i analfabetyzm, wzrasta dostęp do pitnej wody i sanitariów.

Nie zmienia to jednak faktu, że likwidacja dzielnic nędzy w Rio i całej Brazylii będzie procesem ciężkim i długotrwałym, liczonym nie w latach, a dekadach. W 2016 r. w Brazylii odbędą się letnie igrzyska olimpijskie. Czy do tego czasu rząd w Brasilii upora się z problemem narkobiznesu? Wątpliwe. Bardziej prawdopodobne, że favele zostaną odgrodzone murami i wielotysięcznymi kordonami policji od „normalnych” dzielnic wielkich miast, a olimpijski ogień oświetli turystom stadiony i reprezentacyjne ulice, zaciemniając wszystko to, co dookoła: nędzę, brud, przemoc.

 Artykuł opublikowany na sewisie mojeopinie.pl, dostępny tutaj.

Add to Google