Na granicy kolumbijsko-wenezuelskiej znowu wrze

Spokojem nie wiało tam nigdy, ostatnio na granicy kolumbijsko-wenezuelskiej robi się jednak naprawdę gorąco. Doszło do tego, że Hugo Chavez wysyła tam dodatkowy 15 000 oddział wojska i nawołuje swój naród do przygotowywania się do wojny. Jest to wyrazem napięcia, jakie od trzech miesięcy narasta we wzajemnych relacjach.

W lipcu 2009 r. relacje między obydwoma krajami zaostrzyły się w wyniku ujawnienia taśm demaskujących poparcie Wenezueli dla FARCu. Od tego czasu doszły kolejne dwa epizody w sadze o nieporozumieniach kolumbijsko-wenezuelskich.

Bazy, ach te bazy…
Pierwszym wydarzeniem, które przyczyniło się do zaostrzenia (i tak już dalekich od bliskich) relacji były ogłoszone w sierpniu plany umowy między Waszyngtonem a Bogotą o udostępnieniu Stanom Zjednoczonym siedmiu kolumbijskich baz wojskowych. Podpisane pod koniec października porozumienie przewiduje ponadto zwiększenie kontyngentu wojsk amerykańskich w Kolumbii z niecałych 300 do nie więcej niż 800 żołnierzy. Dochodzi do tego 600 cywilnych pracowników w bazach (wszyscy oni posiadają immunitet chroniący ich przed oskarżeniami prokuratury kolumbijskiej). Kolumbia jest centralnym polem prowadzonej przez wiele lat amerykańskiej wojny z narkotykami. To tam więc Waszyngton chce umieścić centrum dowodzenia i zarządzania samolotami służącymi do “walki” z hodowcami i przemytnikami narkotyków. Stąd też potrzebne były bazy, gdzie samoloty mogłyby stacjonować i skąd byłoby blisko do penetrowanych obszarów.

Hugo protestuje
Przeciwnicy tego porozumienia – chyba nikt się nie zdziwi, że na pierwszym miejscu padnie tu nazwisko Hugo Chaveza – wskazywali jednak, że jest to tylko dążenie do zwiększenia obecności amerykańskiej w regionie (rekompensata za zamykaną wkrótce amerykańską bazę w Ekwadorze, po tym jak Correa nie przedłużył umowy) i jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa oraz stabilizacji w regionie. W sierpniu i wrześniu cała Ameryka Południowa dyskutowała nad tym problemem próbując na początku przekonać Uribe do zmiany planów. Zwołano nawet w tym celu dwa szczyty UNASUR. W efekcie jednak to Uribe przekonał większość – grając na wrażliwej w regionie nucie suwerenności decyzji. Część krajów, z Wenezuelą na czele dalej postrzegała w tym porozumieniu zagrożenia dla swego bezpieczeństwa. Caracas zaczęło grozić dozbrajaniem się i w połowie września ogłosiło zakup 92 czołgów T-72 oraz niesprecyzowanej ilości wyrzutni rakietowych ziemia-powietrze typu Smerch.

Masakra na granicy
Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta w ostatnich dwóch tygodniach. Pod koniec października po wenezuelskiej stronie granicy znaleziono ciała dziesięciu osób (8 Kolumbijczyków, 1 Wenezuelczyka i 1 Paragwajczyka), porwanych dwa tygodnie wcześniej w Kolumbii. Mimo że przetrwał jeden świadek masakry nie udało się jeszcze ustalić kim byli porywacze. Zamiast zbliżyć obydwie strony w celu ustalenia i schwytania sprawców jeszcze bardziej zaogniło to sytuację – głównie za sprawą Chaveza. Bogota próbowała nawiązać współpracę z Caracas w zakresie śledztwa, lecz władze wenezuelskie odpowiedziały oskarżeniem Bogoty o próby wykorzystania dochodzenia do infiltracji terytorium Wenezueli. Co więcej, Chavez nawet zasugerował, że ofiary masakry to paramilitarna bojówka sponsorowana przez rząd kolumbijski. Były nawet komplikacje z wydaniem przez Caracas ciał obywateli Kolumbii.

Wojenne barwy Chaveza
Od tego momentu relacje na linii Bogota – Caracas pogrążają się w coraz głębszym kryzysie. Chavez oskarżył kolumbijski Department of Administrative Security (DAS) o działania na terenach sąsiednich Wenezueli i Ekwadoru. Nowo odkryty przez władze kolumbijskie „dokument” ma być tego dowodem. Póki co oskarżenia te przyczyniły się już do zastopowania procesu naprawy stosunków Kolumbii z Ekwadorem. Ale to jeszcze nie wszystko. Prezydent Wenezueli rozpętał prawdziwą kampanię antykolumbijską. Wyekspediował dodatkowe 15 000 wojska, aby wzmocnić bezpieczeństwo na terenach przygranicznych. Jednym z ich celów jest poszukiwanie „grup paramilitarnych” – oczywiście kolumbijskiego pochodzenia. Aresztowali ponad 100 Kolumbijczyków, w tym trzech rzekomych członków DAS. Wysłanie dodatkowych kontyngentów to tylko część wojennej retoryki Hugo Chaveza. Ostatnio otwarcie wręcz nawołuje do przygotowań do wojny z Kolumbią: „Nie traćmy nawet dnia w realizacji naszej głównej misji: przygotujmy się do wojny i pomóżmy ludziom przygotować się do wojny”. To nie tylko apel to ludności cywilnej, to także rozkaz dla wojskowych, którzy mają przygotowywać się na czas wojny.

„Winnym” wujek Sam
Chavez ciągle uderza w nutę antyamerykańską. Tym razem przekonuje, że zaistniała sytuacja jest wynikiem wspólnego planu Waszyngtonu i Bogoty przejęcia wenezuelskich zasobów ropy.

Koncyliacyjny ton Uribe
Kolumbia stara się łagodzić sytuację. Uribe mówił, iż obydwóch krajów nie powinien dzielić drugi „mur berliński”. Proponował swemu wenezuelskiemu odpowiednikowi dialog, lecz wobec postawy tego drugiego na niewiele się to zdało. Gubernator kolumbijsko stanu graniczącego z Wenezuelą zapraszał Chaveza na rozmowy – jak można się domyślić bez skutku. Władze w Bogocie zapowiedziały więc, iż przedstawią wenezuelskie groźby wojny przedstawi na forum ONZ i OPA.

Brazylia mediatorem?
Rolę mediatora stara się rozgrywać Lula. Proponował obu stronom swe usługi w stworzeniu konstruktywnego dialogu. W tym celu stara się zaprosić Chaveza i Uribe do Brazylii.

Pytania bez odpowiedzi
Póki co pozostajemy z szeregiem niewyjaśnionych kwestii. Kto był autorem masakry na granicy wenezuelsko-kolumbijskiej? Paramilitarne oddziały kolumbijskiego pochodzenia? A może wenezuelskiego? Czy może władze jednego z krajów i za wydarzeniami tymi kryły się jakieś polityczne pobudki? Może Chavez chce odzyskać spadającą ostatnio popularność i szuka zewnętrznego wroga? A może poprzez wprowadzenie wojska na tereny przygraniczne chce przejąć władzę nad obszarem będącym pod kontrolą opozycyjnego gubernatora? Może po prostu Chavez naprawdę uważa, że umowa wojskowa kolumbijsko-amerykańska obróci się przeciw niemu i chce wymusić jakąś akcję w tej materii (bo szczyty UNASURu spełzły na niczym)?

A może odwrotnie – może była to prowokacja Uribe, który chce odwrócić uwagę od kwestii swojej reelekcji? Tyle pytań, a  na razie brak jednoznacznych wypowiedzi.

Add to Google


3 comments on “Na granicy kolumbijsko-wenezuelskiej znowu wrzeAdd yours →

  1. Witam :)

    Dzięki. A Twój tekst czytałem i również gratuluję. Widzę, że chyba trzeba dodać kolejny blog do mojego blogrolla :)

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *