Pińera prezydentem Chile

A więc zgodnie z przewidywaniami monopol centrolewicy na władzę w Chile został złamany. Po raz pierwszy od czasów Augusto Pinocheta na czele państwa stanie przedstawiciel prawicy, Sebastian Pińera. Centrolewicowa koalicja przez dwie dekady rządów niewiele się zmieniła, a zmienili się ludzie. Zwłaszcza dzisiejsza chilijska młodzież krytykowała skostniały system i domagała się zmian. Wewnątrz rządzącej Concertación też były zgrzyty i to poważne – w czerwcu 2009 r. wyłamał się z jej szeregów Marco Enriqueza-Ominami (ME-O), któremu nie pozwolono ubiegać się o nominację z ramienia partii na urząd prezydenta. Postanowił kandydować jako niezależny i trzeba przyznać, że jak na półroczną kampanię uzyskał ogromny sukces – 20% poparcie w pierwszej turze. Źle świadczy to o sytuacji w partii, jest natomiast czytelnym znakiem potrzeby zmian na chilijskiej scenie politycznej. Przegrany kandydat rządzącej Concertración, Eduardo Frei przyznał się do porażki i apeluje o jedność partii.

Czy nowo wybrany prezydent-elekt przyniesie zmiany? Obserwatorzy wątpią bo i póki co nic na to nie wskazuje. Pińera jest przedstawicielem tradycyjnego establishmentu politycznego Chile – tyle, że „tej drugiej” strony. Co zmieni – gospodarkę? Ta funkcjonuje dobrze. Utnie wydatki na zbrojenia? Wątpliwe. Jeśli symbolizuje zmianę, to bardziej opartą na niezupełnie już aktualnych podziałach ideologicznych i stylu sprawowania władzy. Na pewno nie jest (póki co) oznaką przebudowy systemu. Concertación dostała właśnie obuchem po głowie – może da jej to asumpt do konstatacji, że nadszedł czas na poważne zmiany. Pytanie, czy partia Pińery, Alianza por Chile również odpowie na potrzebę zmian. Jeśli nie, może się okazać, że w przyszłych wyborach w Chile będzie kilku takich „ME-O” i to właśnie oni przechwycą stery kraju.

Ps. Ciekawe będzie jeszcze jak Pińera poradzi sobie z coraz głośniejszym domaganiem się przez społeczeństwo rozliczenia zbrodni reżimu Pinocheta…

Add to Google


2 comments on “Pińera prezydentem ChileAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *