Wenezuela – oby w maju padało

Artykuł ukazał się na portalu: mojeopinie.pl.

Wenezuela – oby w maju padało

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2009 roku postanowieniem rządu w Caracas na centra handlowe i kasyna w całej Wenezueli nałożono nakaz ograniczenia zużycia energii. Na początku lutego b.r. wprowadzono kolejne restrykcje w sektorze energetycznym – narodowy plan oszczędzania prądu dotyczy już wszystkich mieszkańców. Wyjściem z kryzysu mają być… majowe opady deszczu.

Problem nie taki nowy
Choć szerszy rozgłos sprawa ta zyskała dopiero w ostatnich tygodniach, nie jest to bynajmniej żadne novum na wenezuelskiej scenie. Niedostatki energii były okresowo odczuwalne w kraju przez cały 2009 rok. Co gorsza, były to zazwyczaj braki niezapowiedziane. Dawały się na tyle we znaki, że w drugiej połowie października Hugo Chávez przedsięwziął szereg kroków mających na celu przeciwdziałanie coraz bardziej realnemu kryzysowi. Utworzono Ministerstwo ds. energii elektrycznej oraz Strategiczną Komisję dla sektora energetycznego z wiceprezydentem Ramonem Carrizalezem na czele.

Winnym „El Niño”?…
Co było przyczyną tak słabego bilansu energetycznego Wenezueli? Zdaniem władz w Caracas odpowiedzialnym za kryzys energetyczny jest nie kto inny, niż fenomen klimatyczny – „El Niño”. Miał się on przyczynić do znacznego zachwiania okresu deszczowego i w efekcie doprowadzić najniższego od lat stanu wody w zbiorniku retencyjnym przy tamie Guri. Umieszczona przy nim najważniejsza hydroelektrownia w Wenezueli, i jedna z największych na świecie, Central Hidroeléctrica Simón Bolívar (do ery Chaveza nazywana Central Hidroeléctrica Raúl Leoni) dostarcza 70% zapotrzebowania energetycznego kraju, co pozwala zmniejszyć zużycie ropy oraz gazu, a tym samym zwiększyć ich eksport. W okresach suszy jednak stanowi to zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, o czym boleśnie w ostatnim czasie przekonują się Wenezuelczycy.

…czy polityka rządu?
Część specjalistów oraz – rzecz jasna – opozycja, za obecny kryzys energetyczny obwinia jednak nie zmiany klimatyczne, lecz rząd Hugo Chaveza. Wytykają mu brak strategicznego planu rozwoju, modernizacji i rozbudowy infrastruktury energetycznej. Wobec ciągle rosnącego popytu na prąd miało to przyczynić się do aktualnego kryzysu. Gdzie leży prawda? Cytując posła Karpiniuka można powiedzieć „prawda leży tam, gdzie leży” – w tym wypadku częściowo po obu stronach. Bezpośrednią przyczyną były niewątpliwie zaburzenia klimatyczne i największe od dekad susze w Wenezueli. Równie niewątpliwą jednak jest wina władz, które zlekceważyły problem i nie zaplanowały żadnych środków zaradczych. Nie przygotowały również planu rozwoju możliwości podaży energii, mimo namacalnych dowodów, że jest to krok niezbędny – w ostatniej dekadzie zapotrzebowanie na prąd wzrosło o niemal 50% (z 12 000 do 17 000 megawatów).

Cięcia, zachęty i kary
Wobec narastających problemów, jeszcze w grudniu 2009 r. nowo utworzone ministerstwo ds. energii nałożyło na m.in. centra handlowe i kasyna obowiązek zredukowania zużycia energii poprzez skrócenie godzin operowania – z 12-godzinnego czasu otwarcia (10.00 – 22.00) do 10-godzinnego (11.00 – 21.00). Wobec znikomych skutków tej decyzji wkrótce wprowadzono kolejne ograniczenia. W poniedziałkową noc, 8 lutego 2010 r. Hugo Chávez na antenie swej nowej audycji radiowej, „De repente con Chávez” ogłosił stan kryzysowy w sektorze energetycznym oraz wiążący się z nim plan cięć zużycia energii – tym razem dotyczący każdego obywatela. Plan oparty jest na systemie zachęt i kar. Najwięksi konsumenci, zużywający ponad 500 kWh miesięcznie, jeśli zmniejszą zużycie prądu o 10-20% otrzymają 25% zniżki na rachunku, a jeśli o 20% zniżka wyniesie aż 50%. W wypadku jednak, gdy nie zredukują zużycia energii o minimum 10% zostaną obciążeni dopłatą wysokości 75% rachunku. Jeśli natomiast zużycie prądu wzrośnie o 20%, wysokość rachunku zostanie podwojona. W przypadku pierwszego powtórzenia się takiego „wykroczenia” prąd zostanie odcięty na 24 godziny, przy następnej takiej okazji – na 48 godzin. W razie trzeciego takiego wypadku energia zostanie odcięta na czas nieokreślony.

Poszkodowaną gospodarka
Dla odbiorców przemysłowych wprowadzono osobne wytyczne: muszą zmniejszyć zużycie energii o 20%, w przeciwnym wypadku dostawy energii mogą zawieszone. Podobnie, jak wcześniejsze kroki wymierzone w centra handlowe, uderza to w gospodarkę. Zarówno duże przedsiębiorstwa, jak i małe sklepy muszą ciąć zużycie prądu, co z kolei wymusza ograniczenie produkcji. Kolejnym ogniwem w tym łańcuchu może być redukcja miejsc pracy. Krytycy podkreślają, że działania władz zamiast stymulować rozwój sektora gospodarczego, karzą przedsiębiorców. Wskazują, że jest to właściwe dla wielu innych obszarów gospodarki wenezuelskiej – kiedy rząd powinien zwiększać możliwości produkcyjne, stara się redukować popyt. Jednym z rozwiązań sugerowanych przez związki konsumentów jest na przykład generalne podniesienie taryf połączone ze zniżkami za redukcję zużycia energii. Byłoby to skuteczniejsze i bardziej przejrzyste.

Sikanie pod prysznicem już nie śmieszy
Ten sam scenariusz, który rząd zastosował względem energii wprowadzono w połowie lutego b.r. również odnośnie wody. I na tej płaszczyźnie bowiem susza wymusiła restrykcje zużycia, ustalono więc limity zużycia wody i kary za ich przekroczenie. Jeśli miesięczne zużycie wody nie przekroczy 40 m3, cena pozostaje na poziomie 0,23 USD/m3. W zależności od tego, w jakim stopniu limit ten zostanie przekroczony, rosnąć będzie i cena wody do aż 1,16 USD za zużycie większe niż 100 m3. Jeśli łamanie limitów będzie się powtarzać, dopływ wody ma być czasowo odcinany. W obliczu takich faktów, kampania prowadzona w zeszłym roku przez Hugo Chaveza (jak również przez władze brazylijskie) na rzecz oddawania moczu w trakcie kąpieli pod prysznicem już nie śmieszy ani nie dziwi. W pewnych przypadkach może okazać się koniecznością.

W maju zawsze pada
Na początku roku zastanawiano się, jak długo będą trwały restrykcje energetyczne i jaki sposób na wyjście z kryzysu mają władze w Caracas. Minister ds. energii, Ángel Rodríguez stwierdził wówczas, że obostrzenia będą trwać do maja, kiedy „zawsze pada”. Jeśli to ma być sposób na pokonanie problemów, nic dziwnego, że spotyka się z krytyką opozycji. A co, jeśli w tym roku w maju akurat nie będzie wystarczająco padać? Na to pytanie chyba nikt nie zna odpowiedzi. Nie przysparza to popularności rządowi Chaveza. Dnia 28 stycznia na ulice Caracas wyszli studenci, aby zaprotestować przeciwko brakom energii i nieudolnej polityce rządu. Manifestacje przerodziły się w dość brutalne starcia z policją, która użyła gazu łzawiącego. Rannych zostało kilku studentów i jeden policjant. W następnych tygodniach miały miejsce kolejne manifestacje studenckie związane zarówno z problemem energetycznym, jak i innymi kwestiami (rocznica rewolucji z 1992 r., cenzura niezależnych mediów), w czasie których zginęło kilku studentów. Doprowadziło to do dalszego zaognienia się sytuacji w kraju. Co prawda, sąsiednia Kolumbia zaoferowała odsprzedaż energii Wenezueli, lecz wątpliwe jest, aby Caracas przyjęło tą ofertę. Wydłużenie się obecnej suszy może doprowadzić do znacznie poważniejszego kryzysu, który jak zwykle najbardziej dotknie biednych obywateli. Nie ze względu na popularność rządu Chaveza, lecz na warunki życia milionów Wenezuelczyków, miejmy zatem nadzieję, że w maju tego roku jednak będzie padać – jak zawsze.

Artykuł ukazał się na portalu: mojeopinie.pl.

2 comments on “Wenezuela – oby w maju padałoAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *