Honduras – rok po zamachu stanu

Szeroko na tym blogu komentowałem wydarzenia w Hondurasie. Zapraszam do lektury tekstu podsumowującego dotychczasowe wydarzenia i opisującego, jak obecnie wygląda tam sytuacja.

Artykuł został opublikowany na portalu mojeopinie.pl.

Honduras – rok po zamachu stanu

Wczesnym rankiem 28 czerwca 2009 r. do pałacu prezydenckiego w Hondurasie wtargnęli wojskowi, odwieźli urzędującego szefa państwa Manuela Zelayę na lotnisko i wsadzili do samolotu z biletem w jedną stronę. Przez wiele miesięcy kraj pokrążony był w głębokim kryzysie, który miał się zakończyć wraz z objęciem stanowiska przez nowo wybranego prezydenta w styczniu 2010 r., sytuacja jednak pozostaje daleka od stabilizacji.

 

Zamach stanu był wynikiem wewnętrznych sporów między, z jednej strony, parlamentem i Sądem Najwyższym, zdominowanymi przez tradycyjną klasę polityczną, a prezydentem z drugiej. Manuel Zelaya próbował bowiem radykalnie zmienić kierunek dotychczasowej polityki – w odpowiedzi na potrzeby ubogiej większości mieszkańców kraju. Bezpośrednią przyczyną przewrotu była próba przeprowadzenia przez Zelayę niewiążącego referendum, w którym Honduranie mieli się wypowiedzieć, czy chcą zmiany konstytucji – jednej z najbardziej konserwatywnych ustaw zasadniczych w regionie. Przeciwnicy prezydenta oskarżyli go o chęć zniesienia zakazu reelekcji (jaki przewiduje honduraska konstytucja) wzorem swego sprzymierzeńca, Hugo Chaveza. Pod tym pretekstem usunęli go ze stanowiska i – łamiąc zapisy konstytucji – wydalili z kraju. Podkreślić należy, że były to zarzuty nie mające żadnego poparcia w dowodach i nie znalazły się nawet w późniejszym akcie oskarżenia wobec Manuela Zelayi.

 Podziały wewnątrz i na zewnątrz

Zamach stanu podzielił Honduran. Zwolennicy obalonego prezydenta, głównie uboga część mieszkańców kraju domagająca się reform skostniałego systemu polityczno-gospodarczego, przez wiele miesięcy organizowali liczne protesty i manifestacje. Przeciwnicy Zelayi obawiając się radykalnych reform również wyszli na ulice organizując kontrmanifestacje. Sytuację pogorszyła zdecydowana i nie przebierająca w środkach postawa nowych władz z Roberto Michelettim w roli pełniącego obowiązki prezydenta. Prześladowanie zwolenników Zelayi, brutalne, a niejednokrotnie krwawe tłumienie ich protestów, przyniosły ofiary śmiertelne i setki aresztowanych, co tylko pogłębiło podziały wśród narodu.

Wspólnota międzynarodowa początkowo była jednolita w swej krytyce wydarzeń z 28 czerwca 2009 r. i domagała się przywrócenia Manuela Zelayi na stanowisko. Niestety owa krytyka nie wyszła poza sferę retoryki i ani żaden kraj latynoamerykański, ani Organizacja Państw Amerykańskich nie potrafiły bądź nie chciały aktywnie zaangażować się w rozwiązanie kryzysu w Hondurasie. Rozczarowała szczególnie postawa Stanów Zjednoczonych. Waszyngton, który ze względu na rozbudowane gospodarcze i polityczne więzy z Tegucigalpą miał największe realne możliwości oddziaływania na władze honduraskie prowadził najbardziej łagodną politykę wobec rządu Michelettiego ze wszystkich krajów regionu. Jednolita na początku postawa opinii międzynarodowej, podzieliła się na tle planowanych wyborów, które wyłonić miały nowego prezydenta.

 Nowy prezydent

Zaplanowane na listopad wybory prezydenckie od początku lansowane były przez tymczasowe władze Hondurasu jako sposób na rozwiązanie kryzysu. Obóz Zelayi zbojkotował wybory, jako przeprowadzone w niedemokratyczny sposób przez nielegalne władze. Obyło się bez niespodzianki – zwycięzcą został Por­firio „Pepe” Lobo, przedstawiciel tradycyjnej elity politycznej, formalnie zatem przywrócony został stan sprzed zamachu stanu i reformatorskich prób Manuela Zelayi. Mimo licznych protestów i nieuznawaniu wyborów przez znaczną część Honduran, kilka krajów regionu uznało nowe władze, w tym – niestety – Stany Zjednoczone, za co spotkały się z kolejną falą krytyki. Wkrótce potem władza Pepe Lobo została uznana m.in. przez Unię Europejską. Większość państw latynoamerykańskich jednak nie uznała i nadal nie uznaje nowo wybranego przywódcy Hondurasu, jako legalnego lidera kraju.

Dwa najważniejsze zadania, jakie stały przed nowymi władzami to uzyskanie międzynarodowej legitymizacji i zjednoczenie podzielonego narodu. Mimo pewnych sukcesów na tym pierwszym polu (uzyskanie uznania Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej i kilku krajów Ameryki Środkowej), ciągle pozostaje wiele do zrobienia – kraje UNASURu nadal nie uznają rządu Lobo. Pierwszą decyzją nowego prezydenta było usankcjonowanie postanowienia parlamentu o przyznaniu amnestii politycznej wszystkim zamieszanym w kryzys, jaki powstał po zamachu stanu. Był to pewien ruch pojednawczy, mający na celu zbliżyć zwaśnione strony, zwolennicy Zelayi jednak ciągle nie dają za wygraną. Do pojednania Honduran jednak jeszcze daleka droga, co było szczególnie widoczne w rocznicę zamachu stanu, kiedy tysiące protestantów pojawiło się ulicach.

 Honduras dziś

Nowe władze w Tegucigalpie mają trudne zadanie – są niejako z założenia krytykowane przez obóz Zelayi, a kiedy podejmują niewielkie kroki na rzecz porozumienia, raban podnoszą przeciwnicy obalonego prezydenta. Pierwsze pół roku urzędowania rządu Pepe Lobo nie jest oceniane pozytywnie przez żadną ze stron. Prezydent skupił się w tym okresie głównie na pozyskaniu zaufania zagranicznego – z niezbyt zadowalającym skutkiem, zaniedbując kwestie pojednania podzielonego społeczeństwa. Z krytyką spotykają się działania władz związane z powołaniem i funkcjonowaniem Komisji Prawdy i Pojednania, która ma zbadać wszelkie przypadki naruszania praw człowieka, jakie miały miejsce od czasu zamachu stanu. W efekcie, opozycja zorganizowała pracę osobnej, równolegle działającej komisji, w skład której weszli również eksperci zagraniczni. Jednocześnie liczne organizacje krajowe i międzynarodowe alarmują o rosnącej przemocy oraz ciągle trwającym prześladowaniu aktywistów politycznych i dziennikarzy – z przypadkami zabójstw włącznie.

Być może kluczem do rozwiązania kryzysu okaże się powrót do kraju Manuela Zelayi, który przebywa na Dominikanie, odkąd w styczniu tego roku opuścił ambasadę brazylijską w Tegucigalpie. Na pewno byłby to ruch mogący pozyskać dla nowych władz większe poparcie zwolenników obalonego prezydenta, nie można jednak przewidzieć reakcji jego przeciwników.

 Lobo – szykuj pidżamę?

Na dzień dzisiejszy sytuacja w Hondurasie jest daleka od stabilizacji, a rosnąca przestępczość oraz coraz silniejsza pozycja gangów i karteli narkotykowych tylko pogarsza sprawę. Niezadowolenie z dotychczasowych rządów nowego prezydenta jest tak duże, że nawet krążą plotki mówiące, iż Pepe Lobo otrzymuje sms-y o treści „Szykuj pidżamę”. Jest to odniesienie do zamachu stanu sprzed roku, kiedy to Manuela Zelayę w samej pidżamie o świcie wyprowadzono z pałacu prezydenckiego i wydalono z kraju. W symboliczny sposób ukazuje to, iż największą poszkodowaną tego kryzysu jest młoda demokracja honduraska. Organizatorzy zamachu stanu udowodnili, że można obalić legalnie wybraną głowę państwa, a później wystarczy zorganizować wybory i sytuacja taka zostanie zaakceptowana. Zamach stanu znów pojawił się na latynoamerykańskiej scenie politycznej, a jego aprobata przez część wspólnoty międzynarodowej daje niebezpieczny precedens dla kolejnych, potencjalnych przewrotów. Następny zamach stanu nie jest jednak żadnym rozwiązaniem i dla dobra samych Honduran lepiej byłoby, aby kryzys został rozwiązany na drodze rozmów i wzajemnych ustępstw. Pozostaje pytanie, czy siły polityczne w Hondurasie stoją na takim samym stanowisku czy jednak zwyciężą wzajemne animozje i partykularne interesy – znów.


0 comments on “Honduras – rok po zamachu stanuAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *