„Wenezuela krwawi”

Tekst ukazał się na portalu mojeopinie.pl.

Wenezuela krwawi

W wyniku presji ze strony rządu sądy wenezuelskie wprowadziły zakaz publikacji informacji i zdjęć dotyczących zaostrzającej się sytuacji wewnętrznej w kraju. Pod pretekstem ochrony dzieci przed „szkodliwymi” informacjami znacząco ograniczono wolność mediów – na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi. U źródeł konfliktu o cenzurę tkwi fakt, że Wenezuelą targa fala przemocy – fala potężniejsza niż w Ameryce Środkowej, Kolumbii, Meksyku czy gdziekolwiek na świecie.

 

El Nacional

Decyzją sądu z dnia 17 sierpnia b.r. zabroniono dziennikowi El Nacional  publikować jakichkolwiek informacji, zdjęć czy grafik dotyczących „czynów krwawych, zbrojnych, przekazów o przemocy, agresji fizycznej, obrazów przedstawiających wojnę oraz wiadomości o trupach i poległych”, które mogą mieć wpływ na psychologiczny rozwój dzieci. Zakaz ten nałożono na dziennik po tym, jak ten opublikował tekst o przemocy w kraju. Artykuł uzupełniały zdjęcia z jednej z kostnic w Caracas, przedstawiające bezładnie porozrzucane po stołach i podłodze ciała. Fotografie opatrzono tytułem „zmarli bez godności”.

Władzom się to nie spodobało. Doniesienia El Nacional skomentowano jako „akt rozpaczy oligarchii, która chce zatrzymać rewolucję”, a opublikowane w dzienniku zdjęcia Hugo Chavez określił mianem „pornografii”. Reperkusje rządu nie ograniczyły się jednak tylko do rzeczonego dziennika. Zakaz nałożony na El Nacional i ważny aż do odwołania (czyli do czasu aż władze uznają to za stosowne) rozszerzono od razu na wszystkie media drukowane – w ich wypadku jednak „tylko” na okres 30 dni. Ciekawe, że za „winę” jednej gazety postanowiono prewencyjnie ukarać wszystkie; ciekawe, że w tydzień po tym, jak przestanie obowiązywać zakaz będą mieć miejsce wybory parlamentarne…

Cenzura

Następnego dnia dziennik El Nacional na pierwszej stronie zamieścił artykuł o wprowadzonym zakazie, a w miejscu, gdzie powinno być zdjęcie zostawiono puste miejsce z wielkim napisem „ocenzurowano”. Tak też orzeczenie to zostało odebrane przez wszelkie niezależne organizacje dziennikarskie w Wenezueli (m.in. Bloque de Prensa, Colegio Nacional de Periodistas, Sindicato de Trabajadores de la Prensa, Círculo de Reporteros Gráficos) oraz na świecie – jednogłośnie skrytykowano je, jako krok uderzający w wolność mediów, wolność słowa, a tym samym, w podstawy demokracji. Choć nie omieszkano również skrytykować – jak w przypadku organizacji Reporterzy Bez Granic – zdjęcia zamieszczonego przez El Nacional, jako nieetycznego i nadmiernie epatującego przemocą.

Decyzję rządu (nie oszukujmy się – w Wenezueli decyzja rządu i decyzja sądu często są tym samym, a w tym wypadku na pewno) potępiły również organizacje międzynarodowe – ONZ i OPA (Organizacja Państw Amerykańskich). Uznały ją za oczywisty akt cenzury. We wspólnym komunikacie reprezentanci obu podmiotów zaapelowali do władz w Caracas o „…rewizję decyzji podjętych wobec mediów i przywrócenie pełnych gwarancji korzystania z wolności słowa”.

Zrewidowane orzeczenie

Wobec zewnętrznej i wewnętrznej presji rozbrzmiałej we wszelkich kanałach medialnych już 20 sierpnia sąd częściowo zmodyfikował swe orzeczenie. Mianowicie, zezwolono na publikację samych informacji o aktach przemocy, ale utrzymano zakaz zamieszczania zdjęć i grafik odnoszących się do tego tematu. Dotyczy to zarówno samego El Nacional, jak i wszelkich pozostałych gazet i czasopism – znów, w tym pierwszym przypadku do odwołania, a w pozostałych na okres 30 dni. Argumentacja orzeczenia była mniej więcej taka: zrewidowaliśmy swoje postanowienie, gdyż u źródła całej afery stoi nieszczęsne zdjęcie, ergo, tylko zdjęcia powinny być zakazane, a nie informacje jako takie; wcześniej się nam po prostu pomyliło.

Problem w tym, że ani to nie przekonuje, ani nie rozwiązuje problemu. Ciągle bowiem niewiadomo jakie zdjęcia mogą być publikowane, a jakie nie. Dał temu wyraz sam El Nacional zapytując na swoich łamach czy może na przykład zamieścić artykuł (wraz z oprawą graficzną) traktujący o śmierci młodej aktorki wenezuelskiej.

Ochrona praw dzieci?

Rząd Hugo Chaveza oczywiście od początku bronił swego stanowiska – że antyrządowa kampania prowadzona przez El Nacional obrażała godność narodową; że próbowała ukryć wysiłki rządu w celu rozwiązania kluczowych problemów kraju; że restrykcje nałożone na publikacje o przemocy „w żaden sposób nie stanowią naruszenia ani nielegalnego ograniczenia prawa do wolności słowa i informacji”; że „wręcz przeciwnie – odpowiadają na niezaprzeczalny, konstytucyjny i prawny obowiązek Państwa wenezuelskiego podejmowania wszelkich niezbędnych środków w celu ochrony przyjemności i pełnego rozkoszowania się prawami dzieciństwa i młodości”.

W oczywisty sposób zakaz tego typu nie jest i nie może być jednak traktowany jako prawdziwa próba ochrony praw dzieci. Rząd w Caracas się nie postarał. Nie takie przepisy, wprowadzone w nie taki sposób, w nieodpowiednim momencie. Brak jakichkolwiek sprecyzowanych i uargumentowanych warunków konstytuujących „złą” treść wywołuje tylko jedno skojarzenie – cenzura. A w efekcie może prowadzić do autocenzury. Jak określił to niezależny  Bloque de Prensa Venezolano (Blok Prasy Wenezuelskiej), przedsięwzięte kroki są w efekcie aktem cenzury, który nie ma na celu ochrony praw dzieci i młodzieży, a jedynie prohibicję informacji.

W szczere intencje ekipy Hugo Chaveza każe wątpić – poza wszystkim innym – także niechlubna przeszłość w postaci prześladowania mediów opozycyjnych, a zwłaszcza RCTV (m.in. nieodnowienie licencji na nadawanie i w efekcie zamknięcie stacji) i Globovisión (wielokrotne ataki słowne, prawne i siłowe na stację i jej właścicieli).

 

Idą wybory – zabierz mediom głos

I to jednak ginie w perspektywie zbliżających się wyborów. Tak się składa, że w tydzień po tym, jak przestanie obowiązywać zakaz, 26 września będą miały miejsce wybory parlamentarne, w których Wenezuelczycy wybiorą 165 nowych deputowanych. I powoli zbliżamy się do sedna. Rząd po prostu podjął decyzję, że na najbardziej wrażliwy okres przedwyborczy opozycyjne media najlepiej będzie uciszyć. Dzięki temu szanse wygranej, a w zasadzie nie tyle szanse, co skala wygranej (w to, że strona rządowa wygra nikt chyba nie wątpi) będzie jeszcze bardziej zadowalająca. Tym bardziej jeśli zamknie się mediom usta w kluczowej kwestii – przemocy trawiącej Wenezuelę.

I właśnie doszliśmy do sedna. Zasadniczym problemem bowiem nie było i nie jest opublikowane przez El Nacional zdjęcie i informacje. Nie są nim nawet zbliżające się wybory. Problemem jest przemoc.

Krwawa Wenezuela

Nie Kolumbia, gdzie ma miejsce konflikt wewnętrzny. Nie Meksyk, gdzie wojna z narkotykami przynosi coraz to bardziej krwawe żniwo. Nie kraje Ameryki Środkowej, gdzie ostatnio zainstalowały się potężne meksykańskie narkokartele, a instytucje państwa są fatalnie słabe. To Wenezuela jest krajem latynoamerykańskim najboleśniej doświadczanym przez przemoc.

19 133 osoby – tyle według El Nacional wynosi liczba ofiar przemocy w Wenezueli w 2009 r. (oficjalne źródła rządowe podają mniejszą liczbę – ok. 13 000 osób).  Dla porównania, wojna z narkotykami w Meksyku w 2009 r., o której było i jest wszędzie głośno (i dobrze!) pochłonęła „tylko” 7724 ofiary. Różnica dwuipółkrotna. A jeśli porównamy populacje obu krajów: Wenezuela – 27 milionów (40. na świecie), Meksyk – 111 milionów (11. na świecie) – wówczas różnica rośnie kilkukrotnie. Dane przytoczone przez El Nacional czynią z Wenezueli nie tylko najbardziej dotknięte przemocą państwo w regionie, ale i na całym świecie (wśród krajów, dla których takowe dane są dostępne). Ze średnią 75 zabójstw na 100 000 mieszkańców wyprzedzałaby ona Salwador (71), Honduras (67), Jamajkę (58) i Gwatemalę (52) o Kolumbii (35) czy Meksyku (14) nawet nie wspominając. Według tych samych danych Caracas (ze średnią 200-220 ofiar na 100 000 mieszkańców) jest groźniejszym miastem niż Ciudad Juarez – symbol krwawej meksykańskiej wojny narkotykowej – co jednocześnie uczyniłoby ze stolicy Wenezueli najniebezpieczniejsze miasto świata. Nie może zatem dziwić, że najwięcej Wenezuelczyków postrzega właśnie przemoc jako najważniejszy problem ich kraju.

Silny rząd, słabe państwo

Diagnoza wydarzeń ostatnich dni, tygodni w Wenezueli nie pozostawia wiele pola do manewru: rząd Hugo Chaveza, chcąc zapewnić sobie lepszą pozycję w zbliżających się wyborach, wprowadził cenzurę zamykając mediom usta na tematy dotyczące przemocy.

Umówmy się – El Nacional jest gazetą opozycyjną, przeciwną rządowi. Podobnie kilka innych tytułów (choć jest ich coraz mniej). I odczytując ich przekaz należy wziąć na to poprawkę. Nie zmienia to jednak podstawowej kwestii – rząd Hugo Chaveza wyraźnie sobie z nie radzi z przestępczością w Wenezueli.

Patrząc na Wenezuelę Hugo Chaveza najczęściej widzimy „silny” rząd. Prezydent pociąga za większość sznurków władzy – kontroluje parlament, sądy, samorządy lokalne, większość mediów, a te nieliczne opozycyjne krok po kroku ucisza. Mało kto zwraca uwagę, że pomimo owego „silnego” rządu, pod względem bezpieczeństwa wewnętrznego, przestępczości i przemocy Wenezuela jest w gruncie rzeczy państwem słabym. Ani ów image silnej władzy zbudowany przez Chaveza, ani duże wydatki na armię czy rozbudowa ugrupowań paramilitarnych (oczywiście o jedynej słusznej, prochavistowskiej ideologii) tego nie zmieniają. Władze wenezuelskie po prostu nie kontrolują znacznych połaci terytorium państwa. Chodzi tu zarówno o niektóre dzielnice Caracas, jak i amazońską dżunglę (czego dobrym przykładem były niedawne doniesienia o dużych zgrupowaniach kolumbijskich partyzantów z FARC i ELN przebywających na terenie Wenezueli). Potwierdzają to statystyki – o ile w 1999 r. (w rok objęcia władzy przez Chaveza) średnia zabójstw wynosiła nieco ponad 30 na 100 000 mieszkańców, o tyle w ciągu dekady jego rządów urosła ponad dwukrotnie.

Jest to temat w znacznej mierze ignorowany przez media i zasługuje na szerszą analizę. Kto wie, czy w dłuższej perspektywie to właśnie nieopanowana przemoc nie stanie się zasadniczym przyczynkiem upadku niezachwianej jak dotąd władzy Hugo Chaveza?

Posłowie – krwawy region

Na marginesie opisywanych wydarzeń jeszcze jedna rzecz. Nie można nie zauważyć fatalnego wyróżnienia, jakim poszczycić się może cała Ameryka Łacińska. Z  „pierwszej dziesiątki” krajów o największym odsetku zabójstw aż 9 pochodzi z regionu (wyjątkiem jest RPA). Czasy krwawych dyktatur minęły, przyszła demokracja i miało być lepiej, bezpieczniej. Nie jest.

Tekst ukazał się na portalu mojeopinie.pl.

 

 

 

1 comment on “„Wenezuela krwawi”Add yours →

  1. amerykalacinska mf3wi:1. „Pozytywnie role USA w regionie oeicna 64% mieszkańcf3w regionu. Najwyższe słupki w tej kategorii osiągnęły państwa z Ameryki Centralnej tj Dominikana (88%), Kostaryka (81%) i Salvador (81%)- Czy tak ciepła ocena USA to tylko zasługa wspf3lnych interesf3w gospodarczych czy twoim zdaniem jest jeszcze cos innego na co warto zwrf3cić uwagę?”- masz rację, chodzi przede wszystkim o interesy gospodarcze; bo biorąc pod uwagę raczej niechlubną kartę interwencji amerykańskich w regionie oceny powinny być inne, ale widać czas zaciera rany i liczy się to, co jest teraz; trzeba wziąć pod uwagę m.in. to, że USA są ciągle rajem dla mieszkańcf3w takich krajf3w, jak Salwador (a pieniądze przesyłane przez imigrantf3w osiadłych w Stanach, ważnym źrf3dłem utrzymania dla wielu rodzin z Ameryki Środkowej i Karaibf3w); ludzie tam żyjący widzą, słyszą i odczuwają, że ich krewniakom w USA żyje się lepiej chcieliby żeby przeniosło się to także do ich krajf3w; i choć nie jest to do końca poprawny tok rozumowania to zapewne sądzą, że im większe będą wpływy USA, tym szybciej ich życie ulegnie poprawie; inną kwestią są jeszcze programy pomocowe dal regionu prowadzone przez Waszyngton;2. „Surowo Stany Zjednoczone oeicnane sa przez Ekwador (50% oeicna pozytywnie USA), Paragwaj (46 %), Argentyna (41%). Nie zamierzam nawet udawać, ze znam klucz według ktf3rego należy odczytywać te liczby bo żyłam w przekonaniu, ze więzi miedzy Argentyna a USA sa silne. Czy nie jest prawda, ze Argentyna zawdzięcza USA pomoc finansowa w czasie kryzysu 2000-2001?”- We wszystkich trzech przypadkach w głf3wnej mierze zadecydowały zapewne obecne nastroje społeczne, przejawiające się m.in. w wyborze na prezydentf3w przedstawicieli lewicy. W przypadku Ekwadoru dużą rolę odgrywa zapewne amerykańska krucjata antynarkotykowa, wsparcie udzielane Kolumbii i spory kolumbijsko-ekwadorskie. Co do Argentyny i USA, to bywało rf3żnie: za Perona napięcia, za czasf3w junt wojskowych zbliżenie, ale od 2003 r., czyli wyboru na prezydenta Nestora Kirchnera, a potem jego żony (reprezentujących lewicę) wzajemne stosunki wcale nie należały do ciepłych (porf3wnaj z raportami sprzed kilku lat – zobaczysz, że było jeszcze gorzej niż teraz). Miała to zmienić osoba Obamy, ale wybrany przezeń Podsekretarz Stanu ds. Zachodniej Pf3łkuli, Arturo Valenzuela podczas swej pierwszej wizyty w Argentynie faux pax publicznie krytykując zarządzanie gospodarką argentyńską przez rząd Cristiny de Kirchner.3. „W Wenezueli 62% obywateli uznaje wpływy amerykańskie za pozytywne. Być może niesłusznie mf3wi się o propagandzie przeciw imperio yanqui?”- imperializm amerykański głoszony w Wenezueli to propaganda władz; jak pokazują przytoczone przez Ciebie dane, z jednej strony nie ma to takiego odzwierciedlenia w opiniach społeczeństwa wenezuelskiego – mimo, że karmione jest tym od 10 lat; a z drugiej zapala się żarf3wka czy badanie przeprowadzone zostało na odpowiedniej prf3bie obywateli Wenezueli?4. „Dominikana zdaje się lubić dwa bieguny jednocześnie. Co łączy Dominikanę z Wenezuela?”- w tym może kryje się zaprzeczenie tezy, ktf3rą postawiłaś na początku: można uważać za pozytywne wpływy i jednej i drugiej strony; na płaszczyźnie politycznej można z jednej strony popierać demokrację amerykańską, prawa człowieka etc., a z drugiej wenezuelską budowę niezależności, suwerenności państwowej, prf3by stworzenia systemu sprawiedliwości społecznej wynagrodzenia masom biedoty dekad/wiekf3w ich wykluczenia; na płaszczyźnie gospodarczej – z jednej strony wolny rynek, przedsiębiorczość i kapitalizm (USA), a z drugiej wymierna pomoc gospodarcza w postaci taniej ropy dla krajf3w regionu (ukryte w tym cele budowy poparcia przez Chaveza to dla mieszkańcf3w AŁ kwestia drugorzędna), ograniczenie wszechwładzy wielkich korporacji etc; nie mf3wię, że to trend, mf3wię, że można dostrzegać pewne pozytywy w USA i w Wenezueli jednocześnie, a nie uważać to za 2 wykluczające się opcje; co do więzf3w Dominikany z Wenezuelą, to kilka dekad temu były b. napięte (Trujillo dokonywał nawet prf3b zamachu na wenezuelskiego prezydenta, Rf3mulo Betancourta), a pf3źniej poza dobrymi relacjami handlowymi to w zasadzie neutralne; obecnie np. problemem jest transport kolumbijskiej kokainy odbywający się z terytorium Wenezueli na Dominikanę – skąd potem rusza w drogę do USA oraz Afryki i EU. Zdecydowanie ważniejszym (w ogf3le najważniejszym) partnerem zagranicznym Dominikany są USA i dlatego są tak dobrze obecnie oeicnane (mimo nieciekawej historii…).5. „Co do 54% od Wenezueli dla Wenezueli czy należy do utożsamiać z poparciem dla Che1veza?”- w dużej mierze – tak; co z kolei jest dziwne, jeśli porf3wnamy tą ocenę do oceny wystawionej USA, ktf3ra jest wyższa ; wskazywałoby to, że sami Wenezuelczycy lepiej postrzegają rolę USA w regionie niż ich własnego państwa a to z kolei znf3w może (ale nie musi!) świadczyć, że badania prowadzone w Wenezueli zrealizowane były jednak w środowiskach bliższych opozycji niż Hugo Chavezowi.I jeszcze jedna ogf3lna kwestia – w mojej opinii, ocena USA jest zaburzona oceną, a w zasadzie nadziejami związanymi z Barackiem Obamą. I choć nadzieje te jak na razie , w porf3wnaniu z rządami Busha i tak jest duża zmiana jakościowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *