Ekwador – update 2. Zamach czy nie zamach?

  • Obowiązuje stan wyjątkowy.
  • Liczba ofiar śmiertelnych wydarzeń czwartkowych jest szacowana już na 13, a rannych na ponad 200.
  • Sekretarz generalny OPA, Jose Miguel Insulza jest w Ekwadorze, w celu wsparcia prezydenta Correi i mówi otwarcie o próbie zamachu stanu.

Wśród polityków i politologów trwa debata „czy był to zamach stanu, czy też nie?”. Jeśli prezydent jest siłą przetrzymywany w szpitalu i musi być odbijany przez wojsko i dochodzi do wymiany strzałów z policjantami i są ofiary – taki obrazek kojarzy się z zamachem stanu. Z drugiej strony, co podkreślają doniesienia z Ekwadoru, sytuacji rozwijała się bardzo dynamicznie i chaotycznie. Z tego co wiemy obecnie, początkowo był to tylko ogólnokrajowy protest, który potem się zaognił, a nie zaplanowany wcześniej przewrót mający na celu obalenie obecnych władz. Swoją rolę odegrał tu sam prezydent. Media podkreślają, że był odważny, że próbował rozmawiać z protestującymi. Ok. Ale wykazał się brakiem zrozumienia sytuacji, a sposób w jaki zwracał się do manifestantów tylko zaognił sytuację (widać to na filmikach, jakie załączałem we wcześniejszych postach). Oczywiście nic z tego nie usprawiedliwia tego, co zrobiły potem siły policyjne, ale byłbym daleki od gloryfikacji postawy Correi. Źródło konlfiktu bowiem tkwi w tym, że prezydent odrzucił z mozołem wypracowywany w parlamencie kompromis wobec kilku proponowanych ustaw (m.in. tą o służbie publicznej zakładającą  redukcję dodatków dla służb mundurowych) i stwierdził, że chce przeforsować ustawy w pierwotnym brzmieniu. Tym samym niejako powiedział paralmentowi i opozycji, że ma ich … gdzieś, a z trudnych, kilkumiesięcznych negocjacji uczynił nic więcej niż teatr. Warto również zauważyć, że z całego tego kryzysu Correa wyjdzie wzmocniony. Protesty, jakie miały miejsce w ostatnich tygodniach – spowodowane wyżej opisaną postawą prezydenta – błyskawicznie ucichną, cały naród stanie po stronie swojego prezydenta, którego próbowano obalić, którego życie było zagrożone etc. A Correa umiejętnie to wykorzystuje – używa retoryki zamachu stanu i o jego wyreżyserowanie oskarża politycznego przeciwnika – Luci Gutierreza, który był jego kontrkandydatem w wyborach prezydenckich. Jest to o tyle łatwe, że Gutierrez był już zamieszany w próbę zamachu stanu w 2000 r. w Ekwadorze – wówczas jako oficer armii.

Co do kwestii retoryki i pytania czy zamachu stanu – w mojej opinii na razie jest za wcześnie, aby to stwierdzić. Mimo to jestem skłonny używać tego sformułowania. Dlaczego? Dla przestrogi. Tak, jak się obawiałem zeszłoroczny zamach stanu w Hondurasie poluźnił nieco wyczulone na tego typu wydarzenia receptory. Tam udowodniono, że można obalić legalnego prezydenta i w gruncie rzeczy jest to akceptowane. W jednym z tekstów odnośnie tamtych wydarzeń zadałem pytanie – kto i kiedy weźmie przykład z Hondurasu i spróbuje obalić legalne władze. Być może na jakimś etapie protestu jego liderzy nie chcąc ustąpić stwierdzili, że spróbują siłą wymóc na prezydencie zmiany, a ostatecznie nawet go zmusić do odejścia. Mogę sobie wyobrazić, że pomni doświadczeń z Hondurasu, gdzie zamach stanu się powiódł (po raz pierwszy od dekad!), uwierzyli lub byli skłonni zaryzykować, że im też się uda. Oczywiście musieli czekać na reakcję wojska (które – przypomnijmy – też dostało po kieszeni tą samą ustawą, ale jednak stanęło po stronie prezydenta) i całego społeczeństwa. Okazało sie, że niewystarczająca część społeczeństwa i instytucji państwowych im sprzyja i jest gotowa ich poprzeć. Na szczęście.


0 comments on “Ekwador – update 2. Zamach czy nie zamach?Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *