„Ekwador – od kryzysu do przewrotu”

Jakiś czas temu obiecałem, że postaram się podsumować wydarzenia z Ekwadoru w jednym, bardziej uporządkowanym artykule. Jak się okazało, artykułów poruszających ten temat będzie więcej. Poniżej, pierwszy z nich, opublikowany na portalu mojeopinie.pl:

Ekwador – od kryzysu do przewrotu

Prezydent przetrzymywany w szpitalu. Podczas akcji odbijania go przez oddział wojskowy dochodzi do wymiany ognia. Policja w całym kraju nie stawia się do pracy, bądź protestuje, z czego korzystają przestępcy rabując centra handlowe i banki. Najważniejsze węzły komunikacyjne w stolicy i większych miastach zablokowane. Szkoły i instytucje zamknięte. Podobnie jak granice. To nie film, tak wyglądał w Ekwadorze czwartek 30 września 2010 r.

Na początku był protest

Rankiem 30 września kilkuset protestujących policjantów zablokowało centralny posterunek policji w Quito, a w całym kraju policjanci w ogromnej liczbie nie stawili się do pracy lub wyszli na ulice. Główne lotnisko w stolicy zostało zablokowane przez protestujących wespół ze wspierającym ich oddziałem sił powietrznych. Prezydent Correa postanowił udać się do protestujących i z nimi porozmawiać. Spotkał się tam jednak z wrogą mu postawą, na co sam odpowiedział wykrzyczaną wiązanką krytycznych uwag pod adresem policjantów. Jak można się domyśleć, doprowadził tym jedynie do zaostrzenia się sytuacji. Zanim zdążył opuścić miejsce ucierpiał z powodu wystrzelonego w jego kierunku przez protestujących gazu łzawiącego. Wówczas jego ochrona zawiozła go do znajdującego się tuż obok posterunku policji szpitala (nawiasem mówiąc szpitala policyjnego). Można powiedzieć, że w tym momencie protest zdenerwowanych pracowników przerodził się w coś zdecydowanie więcej – przez niektórych nazywane kryzysem, buntem policjantów, a przez innych zamachem stanu.

Kluczowe godziny

Prezydent Correa w szpitalu spędza następne 12 godzin – nie ze względu na zły stan zdrowia bynajmniej, lecz dlatego że szpital jest otoczony przez wrogich mu policjantów, którzy uniemożliwiają mu opuszczenie ośrodka. Prezydent zatem ze szpitala przez internet ogłasza stan wyjątkowy, znajdujących się tam dziennikarzy przekonuje, że są świadkami próby zamachu stanu i oskarża o jego organizację politycznego przeciwnika Lucio Gutierreza.

W międzyczasie do protestujących w różnych częściach kraju policjantów dołączyli inni manifestanci, zniechęceni polityką prezydenta. Pozbawione służb porządkowych państwo miejscami pogrąża się w anarchii – zdarzają się przypadki napadów na banki i centra handlowe. Zbuntowani wobec władzy policjanci otaczają budynek parlamentu i wkraczają do siedziby TV Ecuador. Do pałacu prezydenckiego ściągają ministrowie i najważniejsi politycy, a pod nim zbierają się tysiące obywateli, aby ukazać wsparcie prezydentowi. Do zgromadzonych mas zwraca się m.in. minister spraw zagranicznych i apeluje o obronę zagrożonego szefa państwa. Tłum udaje się pod szpital, gdzie jest przetrzymywany Correa. Strony internetowe największych dzienników ekwadorskich są przeciążone i nie działają. Szkoły i uczelnie są nieczynne. Główne arterie przelotowe w największych miastach zostały zablokowane, podobnie jak najważniejsze drogi wjazdowe do i z Ekwadoru oraz lotniska w stolicy, Quito oraz w Guayaquil, największym mięście kraju. Sąsiedzi, Kolumbia i Peru, w imię solidarności z uwięzionym prezydentem zamykają granice z Ekwadorem.

Za kim opowie się armia?

Niejasna jest pozycja armii, a biorąc pod uwagę niechlubną rolę sił zbrojnych w historii zamachów stanu w Ameryce Łacińskiej – chociażby w zeszłorocznym przewrocie w Hondurasie – jest to kluczowe zagadnienie. Po pierwsze regiment sił powietrznych wespół z policjantami zablokował lotnisko w Quito. Po drugie, choć najwyżsi rangą wojskowi zapewniają o swej lojalności wobec prezydenta przez wiele godzin nie przekłada się to na żadne działania. Pamiętać należy, że siły zbrojne podobnie jak policja w myśl proponowanej przez Correę ustawy pozbawione miały być znacznych przywilejów. Ostatecznie armia staje po stronie prezydenta i przystępuje do akcji.

Prezydent odbity

Po 12 godzinach prezydent zostaje odbity. Wyraz „odbity” doskonale oddaje sytuację: oddział wojska wkracza do szpitala skąd wyprowadza prezydenta. Dochodzi do wymiany ognia między policjantami, a żołnierzami, w której padają ranni. Scena rodem z dramatu politycznego – tyle że zdarzyła się naprawdę.

Zamach czy nie zamach?

Gdy widzimy taki obrazek, naturalnym skojarzeniem jest tak dobrze znany z Ameryki Łacińskiej zamach stanu. I słusznie. Z drugiej strony, nietrudno zauważyć, że sytuacja rozwijała się bardzo dynamicznie i chaotycznie. Mimo że minęły już dwa tygodnie od opisywanych wydarzeń, ciągle nie znamy kulis wydarzeń. Nie wiemy jakie były zamiary zbuntowanych policjantów przetrzymujących prezydenta, ani czy stały za tym jakiekolwiek siły polityczne. Przeciwnie, w świetle tego, co wiemy obecnie początkowo był to tylko ogólnokrajowy protest, który z powodu splotu różnych wydarzeń z czasem się zaognił. Jakich? Przede wszystkim antagonistycznej postawy obydwóch stron: zdenerwowanych i agresywnych policjantów z jednej strony, a również agresywnego prezydenta z drugiej (o czym dalej).

W każdym razie wydaje się, że o ile na początku nie była to zaplanowana wcześniej próba obalenia urzędującego prezydenta, o tyle później, gdy kryzys się zaostrzył pewne kręgi wśród zbuntowanych policjantów do tego dążyły. Nagrania ze szpitala wyraźnie pokazują, że niektórzy z protestujących otwarcie nawoływali do likwidacji prezydenta – na szczęście przeważyły bardziej rozsądne głosy. Mimo to jestem używać sformułowania „zamach stanu”. Dlaczego? Dla przestrogi.

Z Hondurasu do Ekwadoru

Tak, jak można było się obawiać zeszłoroczny, udany zamach stanu w Hondurasie poluźnił wyczulone dotąd na tego typu wydarzenia receptory. Tam udowodniono, że można obalić legalnego prezydenta i w gruncie rzeczy jest to akceptowane. Jeśli ktoś – tak, jak autor – zadawał sobie pytanie, kto i kiedy weźmie przykład z Hondurasu i spróbuje obalić legalne władze, być może 30 września b.r. z przykrością znalazł na nie odpowiedź. Nie trudno wyobrazić sytuację, że na którymś etapie protestu bardziej radykalni jego przywódcy stwierdzili, że spróbują siłą wymóc na prezydencie zmiany, a ostatecznie nawet go zmusić do odejścia. Niedawne obrazki z Hondurasu mogły ich przekonać, że oczywiście – będą protesty, ale ostatecznie i tak to ludzie (w kraju i zagranicą) zaakceptują. Protestujący policjanci uwierzyli, iż mogą zrealizować swoje cele za pomocą argumentów siłowych i okazali się skłonni zaryzykować nawet porwanie prezydenta. Oczywiście musieli czekać na reakcję armii (która – przypomnijmy – również dostała po kieszeni tą samą ustawą i przez jakiś czas jej postawa była niewiadomą) i całego społeczeństwa. Ostatecznie okazało sie, że niewystarczająca część społeczeństwa oraz instytucji państwowych im sprzyja i jest gotowa ich poprzeć. Na szczęście. W każdym razie – im głośniej krzyczy się o zamachu stanu, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś się pokusi o realizację takowego w przyszłości. Tym bardziej, że niedawne wydarzenia z Ekwadoru boleśnie ukazują jak w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej cienka jest granica między kryzysem a przewrotem – nadal.

Correa wzmocniony

Media podkreśły, że Rafael Correa był odważny, że próbował rozmawiać z protestującymi. Z jednej strony – zgadza się, ale z drugiej udając się tam wykazał się brakiem zrozumienia sytuacji, a sposób w jaki zwracał się do manifestantów tylko zaognił sytuację. W żaden sposób nie usprawiedliwia to tego, co zrobiły potem siły policyjne, ale byłbym daleki od gloryfikacji postawy Correi w tych wydarzeniach.

Źródło konfliktu bowiem tkwi w tym, że prezydent odrzucił z mozołem wypracowywany od w parlamencie kompromis wobec kilku proponowanych ustaw (m.in. tą o służbie publicznej zakładającą  redukcję dodatków dla służb mundurowych). Nawet partia prezydenta, Alianza PAIS, była podzielona i nie popierała w pełni przedstawionych przez Correę projektów ustaw. Przez kilkanaście miesięcy trwały trudne negocjacje między wszystkimi siłami w parlamencie, kiedy się skończyły natomiast, prezydent stwierdził, że i tak będzie forsował ustawy w pierwotnym brzmieniu. Co więcej, po licznych wśród posłów głosach krytyki zagroził rozwiązaniem sejmu – co raz w kadencji może uczynić. Pokazał tym samym, jaką w jego mniemaniu rolę spełniać ma w Ekwadorze władza ustawodawcza.

Warto również zauważyć, że z całego tego kryzysu Correa wyjdzie wzmocniony. Liczne protesty różnych grup społecznych, jakie miały miejsce w ostatnich tygodniach ucichły. Podzielona niedawno Alianza PAIS teraz już murem stoi za swym prezydentem. Podobnie wzrosły notowania Correi w cały narodzie. A Correa umiejętnie to wykorzystuje – używa retoryki zamachu stanu i o jego wyreżyserowanie oskarża swego najgroźniejszego politycznego przeciwnika – Lucio Gutierreza. Jest to o tyle łatwe, że Gutierrez był już zamieszany w próbę zamachu stanu w 2000 r. w Ekwadorze – wówczas jako oficer armii.

Post scriptum

Po uwolnieniu prezydenta sytuacja w kraju się szybko uspokoiła i wróciła do normalności. W efekcie wydarzeń z 30 września zginęło 13 osób, a ponad 200 zostało rannych. Zamieszani w spisek zostali aresztowani, a Correa ogłosił, że nie będzie wobec nich żadnej taryfy ulgowej. Prezydent nadal podtrzymuje swe oskarżenia, jakoby stał za nim Lucio Gutierrez. Nowy szef policji obiecuje restrukturyzację sił bezpieczeństwa. Władze nadal próbują zrekonstruować wydarzenia, jakie miały miejsce w szpitalu. Początkowo zapowiadany na 5 dni stan wyjątkowy wprowadzony jeszcze 30 września, został przedłużony do 8 października, a następnie w stolicy wydłużony na czas nieokreślony (co jest niezgodne z literą konstytucji). Tymczasem, rząd podwyższył pensje kilku wybranym stopniom oficerskim w policji i wojsku. Choć władze mówią, że nie ma to nic wspólnego z wydarzeniami z buntem policjantów i próbą zamachu stanu (a jakże!), to jednak trudno w to uwierzyć.

Śledztwo w sprawie wydarzeń z 30 września trwa nadal. Podstawowym pytaniem na jakie należy znaleźć odpowiedź jest: jakie były zamiary zbuntowanych policjantów? Czy naprawdę chcieli obalić prezydenta? Jeśli tak, wówczas byłby to znak, że stosunkowo mało stabilna demokracja ekwadorska tym razem zdała test. Jeśli nie – jest potwierdzeniem, że dalej jest mało stabilna.

Artykuł opublikowany na portalu mojeopinie.pl.


1 comment on “„Ekwador – od kryzysu do przewrotu”Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *