Latynoamerykańskie wybory – podsumowanie

Rok temu napisałem tekst o wyborach w krajach latynoamerykańskich, jakie zaplanowane były na kolejne 12 m-cy (czyli okres listopad 2009 – listopad 2010). Postanowiłem zestawić moje ówczesne analizy i przewidywania z tym, co miało miejsce w rzeczywistości. Oto krótkie podsumowanie:

  • Boliwia – w grudniu 2009 r. pewnie wygrał Evo Morales (zgodnie z przewidywaniami).
  • Chile – w styczniu 2010 r. skończyły się rządy lewicy, wygrał przedstawicieli prawicowej strony sceny politycznej, Sebastian Pinera (zgodnie z przewidywaniami).
  • Kostaryka – w lutym 2010 r. po raz pierwszy prezydentem kraju została kobieta, Laura Chinchilla (zgodnie z przewidywaniami).
  • Kolumbia – przez długi czas temat zbliżających się wyborów prezydenckich był zdominowany przez kwestię ewentualnej reelekcji Alvaro Uribe (zgodnie z przewidywaniami); ostatecznie wybory wygrał najbardziej prawdopodobny kandydat, Jose Manuel Santos.
  • Wenezuela – partia Hugo Chaveza wygrała wybory, lecz już nie tak pewnie jak 5 lat temu; nie udało jej się utrzymać pełni władzy i i uzyskać 2/3 mandatów w zgromadzeniu narodowym; opozycja z wyborów wyszła wzmocniona – będzie mogła blokować najważniejsze ustawy i mianowanie np. sędziów Sądu Najwyższego (wszystko zgodnie z przewidywaniami).
  • Brazylia – Dilma Rouseff, namaszczona przez Lulę na jego następcę wygrała wybory – choć jeszcze rok temu cieszyła dwukrotnie mniejszym poparciem niż jej główny konkurent, Jose Serra; przez ten rok wiele się zmieniło, kampania nabrała rumieńców, a o ostatecznym zwycięstwie Rouseff przesądziło zaangażowanie w kampanię obecnego prezydenta; przyznaję – sytuacja w Brazylii rozwinęła się wbrew moim ówczesnym oczekiwaniom, które zresztą jakiś czas temu zrewidowałem.


2 comments on “Latynoamerykańskie wybory – podsumowanieAdd yours →

  1. Po lekturze muszę stwierdzić, że w mojej opinii niewiele jest tam ciekawych rzeczy. P. Chafuen jest konserwatystą pełną gębą co skrzywia jego postrzeganie wydarzeń w regionie. Tylko zło dostrzega w lewicowych rządach, a nigdzie indziej tego nie widzi (np. w bliskiej USA Kolumbii, gdzie co chwila wybuchają skandale związane z łamaniem praw człowieka). Wydaje się jakby postrzegał region jeszcze przez zimnowojenny pryzmat – wszystkim przyprawia „dupę” komunizmu, a np. „teologia wyzwolenia” jest bardziej złożonym i odrębnym zagadnieniem. W legalizacji związków homoseksualnych w Argentynie widzi błąd… W umowach o wolnym handlu widzi tylko zalety, a o związanych z nimi zagrożeniach nie wspomina… Błędów w nazwiskach wytykał nie będę 😉

    Ogólnie – jedynym ciekawym dla mnie fragmentem był ten o „cudzie gospodarczym” w Peru. O tym faktycznie mówi się za mało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *