„Boliwijskie gasolinazo”

Zapraszam do lektury nieco dłuższego i bardziej „poukładanego” tekstu na poruszany już przeze mnie temat – kryzysu w Boliwii.

Artykuł został opublikowany na portalu mojeopinie.pl:

Boliwijskie „gasolinazo”

Niespodziewana decyzja boliwijskich władz o wycofaniu się z subsydiowania paliwa na rynku wewnętrznym, tzw. gasolinazo, doprowadziła do wzrostu cen benzyny o ponad 70%. Znajdujący się już i tak w trudnej sytuacji Boliwijczycy, teraz prawdopodobnie ucierpią jeszcze bardziej. Zwłaszcza Ci najbiedniejsi.


Boliwia kryzysami targana

Nie pierwszy to kryzys w Boliwii związany z surowcami strategicznymi (o tych politycznych nawet nie wspominając). Dwa lata temu kraj ten uzależniony od sprzedaży swego największego bogactwa naturalnego, gazu ziemnego, przez kilka tygodni żył na skraju ogólnej depresji. Jedyni odbiorcy znacząco zmniejszyli kontyngenty zakontraktowanego boliwijskiego gazu stawiając rząd w La Paz w podbramkowej sytuacji. Ostatecznie, po kilku delegacjach wysokiego szczebla wysyłanych do wszystkich potencjalnych odbiorców, kryzys udało się zażegnać. Nie tak dawno, w listopadzie 2010 r. Boliwią wstrząsnęły doniesienia, iż kluczowe dla całej gospodarki zasoby gazu są dużo mniejsze niż wcześniej szacowano. W ostatnich dniach jednak u źródła kryzysu leży nie gaz, lecz ropa i oparte na niej paliwa.

Subsydia, kontrabanda i wzrost cen

Kiedy w niedzielę, 26 grudnia, wiceprezydent Álvaro García Linera ogłosił zniesienie dotychczasowych subsydiów do paliw na rynku wewnętrznym, spadło to Boliwijczyków niczym grom z jasnego nieba. Wkrótce, zgodnie z obawami wielu ceny paliw wystrzeliły w górę. Cena benzyny wzrosła o – bagatela – 72%, a diesla o 82%… Dlaczego? Dlatego, że od 6 lat ceny paliw były w Boliwii zamrożone. Przez ten czas znacznie odbiegły od systematycznie rosnącej średniej rynkowej. Boliwijczykom było to oczywiście jak najbardziej na rękę, lecz państwo musiało do tego interesu dopłacać grube miliony dolarów.

Jak argumentują władze, znaczna część subsydiowanych paliw była w formie kontrabandy wywożona do sąsiednich krajów: Argentyny, Brazylii, Chile, Paragwaju czy Peru i tam z zyskiem sprzedawana (co wydaje się całkiem prawdopodobne). Według rządu decyzja o likwidacji dofinansowania wyrówna cenę paliw w Boliwii i państwach ościennych, a tym samym wyeliminuje kontrabandę.

Protesty, strajki i trzej ministrowie

W długim okresie niewykluczone, że tak się stanie, póki co jednak ceny paliw wzrosły błyskawicznie, a przedstawiciele branży transportowej w ramach protestu odstąpili od pracy i wyszli na ulice. Główny związek zawodowy w sektorze transportowym, Confederación de Choferes, ogłosił bezterminowy strajk. Nawet związana z Evo Moralesem Central Obrera Boliviana (Robotnicza Centrala Boliwijska) skrytykowała decyzję rządu i zapowiedziała, że podejmie kroki w celu jej odwołania.

Według doniesień z La Paz wszyscy kierowcy autubusów nie stawili się do pracy i te środki komunikacji publicznej obecnie nie funkcjonują. Działają natomiast taksówki, choć z dnia na dzień podniesione zostały taryfy – nawet o 100%. Minister obrony ogłosił stworzenie specjalnych, tańszych „połączeń solidarności” na średnio i długodystansowe podróże tak, aby nieco zniwelować obciążenia dla obywateli. Minister finansów uspokajał, że obecny, dynamiczny wzrost cen jest przejściowy i ostatecznie powinny się one ustabilizować na poziomie 25% wyższym niż przed wprowadzonymia zmianami. Według tego scenariusza ceny paliw ustabilizują się być może już w ciągu dwóch tygodni.

Z kolei, minister ds. przejrzystości instytucjonalnej i walki z korupcją, Nardi Suxo, ogłosiła w poniedziałek, że ok. 380 milionów USD, które państwo przeznaczało na subsydiowanie paliw zostanie przekierowane na programy pomocy społecznej. To właśnie kwestia jak bardzo zniesienie subsydiów odbije się na średniozamożnej i ubogiej części społeczeństwa boliwijskiego budzi najwięcej pytań i zastrzeżeń.

Ucierpią najbiedniejsi

Obywatelom trudno jest uwierzyć w te zapewnienia ministra. Nawet jeśli się sprawdzą, ów 25% wzrost cen paliw będzie najbardziej dotkliwy dla najmniej zamożnej części społeczeństwa. Droższa benzyna to większe koszty transportu, co odbija się na rosnących cenach innych towarów. Wzrost cen paliw bezpośrednio stymuluje w ten sposób na rynku efekt domina – powoduje wzrost cen większości innych towarów, w tym podstawowych artykułów spożywczych.

Ci średnio- lub naprawdę zamożni są lepiej przygotowani na takie wahania i nie odczują wzorstów cen tak boleśnie. Jak zwykle w podobnych wypadkach, najbardziej ucierpią najbiedniejsi. Tym bardziej, że już przed decyzją władz o zniesieniu subsydiów było wiadomo, że ceny podstawowych artykułów z koszyka większości gospodarstw domowych pójdą w górę. W wyniku złych warunków klimatycznych i nieodpowiedniej polityki rządu w Boliwii wystąpiły znaczne braki w zasobach żywności. Jak prognozowali analitycy z Centro Boliviano de Estudios Multidisciplinarios, sam to ma podnieść ceny artykułów spożywczych o 40%. Wzrost cen paliw tylko pogorszy tą sytuację.

Pozycja Moralesa osłabnie?

Jak można się domyśleć, taka polityka władz nie przysparza im zwolenników. Czy zatem odbije się na popularności prezydenta Evo Moralesa? Sam moment decyzji pod kątem PRowym rozegrał dobrze – wygodnie akurat był w trakcie wizyty do Wenezueli, a ogłoszenie likwidacji subsydiów zlecił wiceprezydentowi. Nie ulega jednak wątpliwości, iż jeśli najuboższe grupy społeczne ucierpią doktliwie, prezydent Morales równie dotkliwie może na tym ucierpieć. Zwłaszcza że właśnie wśród tej części obywateli znajduje się najwięcej jego zwolenników.

Przed pochopnym przytaknięciem opiniom niektórych obserwatorów wieszczących upadek rządów Moralesa należało poczekać chociać na dalszy rozwój sytuacji na rynku paliw. Jak się bowiem okazało, bo trwających tydzień, nieustannych protestach tysięcy osób, prezydent anulował swą decyzję i – tym samym – przywrócił subsydia na paliwo. Po pierwsze,  może to wskazywać, że albo Morales daje sobą manipulować i nie potrafi przeprowadzić koniecznych reform, albo tak dobrze wyczuwa nastroje społeczne, iż kiedy trzeba, jest w stanie wycofać się ze swoich decyzji. Po bliższych przyjrzeniu się polityce Moralesa bardziej prawdopodobna jest ta druga opcja. Po drugie zaś, problem zostaje nie rozwiązany. Rynek paliw w Boliwii jest nadal regulowany przez państwo, a ceny znacząco odbiegają od średnich cen paliw na świecie. Państwo nadal dopłaca w formie subsydiów znaczne kwoty, podczas gdy gospodarka boliwijska nie jest w dobrej formie. Jednocześnie dalej kwitnąć będzie kontrabanda i nielegalna sprzedaż benzyny.

Prędzej czy później i tak trzeba będzie stawić czoła tym problemom – o czym mówi sam Morales. Odwlekanie ostatecznych rozwiązań i uciekanie się do tymczasowych środków jest tylko przedłużaniem problemu. Próba reformy i likwidacji subsydiów nie powiodła się i wizerunek prezydenta tym ucierpiał. Szybkie wycofanie się z niepopularnej decyzji świadczy o tym, że realne przesłanki ekonomiczne są lekceważone w obliczu możliwej utraty popularności. Prawdopodobnie, ruchem tym Morales częściowo zniwelował niekorzystne odczucia wśród biedniejszej części społeczeństwa. Niemniej, jego przyszłość będzie w znacznej mierze zależeć od tego, w jaki sposób pokieruje krajem w obecnym roku. Wiemy już bowiem, że i dla niego samego, i dla Boliwijczyków będzie to rok trudny.

Artykuł został opublikowany na portalu mojeopinie.pl.


2 comments on “„Boliwijskie gasolinazo”Add yours →

  1. Boliwia nie ma szczescia ( podpbnie jak Polska) do agresywnych w dzialnaiu, przewidujacych Premierow, ministrow i Prezydentow.
    Obserwuje Boliwie bardzo aktywnie od ponad 15-tu lat.Bylem w tym kraju kilka razy i musze powiedziec, ze kiedy pojawia sie przeblysk nadziji na normalizacj znajdzie sie zwasze jakis popieprony macho, ktory wszystklo swoimi decyzjami zniszczy.
    Obecne pociagniecie nie uwazam jednak za tkie zuplenie bezsensowne. To moze byc czesc terapii szokowej, ktora boliwijskiej ekonomice jest niezmiernie potrzebna. Oczywiscie ciepiec beda jakis okres czasu boliwijczycy, ale jest szansa na kolejne oddalenie widma bardzo glebokiego kryzysu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *