Koniec „ery Cano”. Co dalej z FARC?

Artykuł opublikowany na portalu mojeopinie.pl:

Koniec „ery Cano”. Co dalej z FARC?

„Alfonso Cano, przywódca FARC nie żyje” – taką wiadomość podały na początku listopada nagłówki wszystkich kolumbijskich gazet. Śmierć lidera partyzantów jest powszechnie odczytywana jako znaczące zwycięstwo władz w Bogocie, pozostaje jednak kwestią otwartą czy przysłuży się zakończeniu konfliktu w Kolumbii.

Plan Burbujas

Alfonso Cano przewodził kolumbijskim partyzantom od 2008 r. Nie bez sukcesów. Jego strata jest istotnym ciosem dla guerrilli, tym bardziej, że Cano nie był pierwszym z liderów FARC, jacy zginęli w ostatnich latach. W marcu 2008 r. wojsko kolumbijskie zlikwidowało Raula Reyesa, wówczas numer 2 w hierarchii FARC, a we wrześniu 2010 r. Mono Jojoya – przywódcę Bloku Wschodniego FARC i najzdolniejszego dowódcę partyzantów. Zlikwidowano również szereg dowódców poszczególnych jednostek guerrilli. Wszystko to było skutkiem wzmożonej aktywności władz w Bogocie i m.in. wdrożenia Planu Burbujas, którego zasadniczym celem jest wyeliminowanie przywódców partyzantów. Zgodnie z jego założeniami śmierć członków Sekretariatu FARC i głównodowodzących guerrilli ma doprowadzić do fragmentaryzacji i osłabienia organizacji, a w efekcie do jej całkowitego unicestwienia. Jak widać, póki co Plan Burbujas się sprawdza. Całości obrazu partyzantki pozbawionej przywódców dopełnia śmierć założyciela i ikony FARC, Manuela Marulandy w 2008 r.

Porażka Bloku Wschodniego

Co więcej, rząd odnosi sukcesy również w innych obszarach. We wrześniu ubiegłego roku władze kolumbijskie przeprowadziły operację Sodoma. Jej wynikiem była śmierć wspomnianego wcześniej Mono Jojoya i znaczne osłabienie Bloku Wschodniego FARC. Jojoy, choć oficjalnie tylko przywódca Bloku Wschodniego, był uznawany za duchowego i wojskowego lidera całej partyzantki. Z podległego sobie Bloku Wschodniego stworzył najbardziej rozwiniętą strukturę guerrilli, ze strefą wpływów w departamentach Meta, Casanare, Arauca, Guaviare, Vaupes, Vichada, Cundinamarca i Boyaca. W szczytowym momencie liczyła ona nawet 8 000 członków. Wraz ze śmiercią Mono Jojoya skończyła się pewna era w historii FARC, era zapoczątkowana jeszcze w 1995 r. i oparta na stworzeniu potężnych oddziałów partyzanckich mogących stoczyć z wojskiem regularne bitwy – czyli strategia znana jako „nowa forma działania”.

Armia się zmieniła….

Porażka Bloku Wschodniego (jak i ogólnie „nowej formy działania”) była wynikiem trzech głównych czynników: zasadniczych zmian w kolumbijskim wojsku, niedostosowania się do nich FARC oraz znaczenia, jakie blok ów nabrał w ostatnich latach. Przez osiem ostatnich lat to na Bloku Wschodnim skupiała się większość akcji rządowych spod znaku Planu Patriota, Planu Kolumbia czy Planu Consolidación. W ich wyniku Blok Wschodni utracił znaczne połacie zajmowanego wcześniej terytorium: Cundinamarca, część Boyaca oraz Norte del Meta. W 2002 r. siedem podgrup Bloku Wschodniego otaczało Bogotę, obecnie nie istnieje już żadna z nich.

Działania armii mogły być tak skuteczne dzięki przeprowadzonej w poprzednich latach restrukturyzacji i modernizacji. Po pierwsze, przeprowadzono profesjonalizację armii. O ile w 2002 r. Kolumbia posiadała 22 000 zawodowych żołnierzy, o tyle obecnie liczba ta jest 4 razy. Po drugie, zwiększono znacznie stan osobowy wojska oraz policji: z w sumie 313 500 w 2002 r. do 453 000 obecnie. Po trzecie, armia kolumbijska jest hegemonem w strefie powietrznej. Dzięki przeprowadzonym zakupom samolotów i helikopterów umocniła swą przewagę na tym teatrze działań i jest w stanie przeprowadzać szybkie ataki z zaskoczenia nawet w oddalonych obszarach dżungli. Po czwarte wreszcie, zmodernizowano i stworzono wyróżnione, wyspecjalizowane jednostki naziemne, wyszkolone do walki partyzanckiej, mobilne i dobrze wyposażone.

…a Blok Wschodni – nie

W odpowiedzi na zmiany w armii i jej szereg zwycięstw FARC pod zarządem Alfonso Cano od 2009 r. wprowadza w życie tzw. „Plan 2010″. Taktyka ta oparta na trzech filarach „zrekonstruować, zrekomoponować, wzmocnić” zakłada m.in. powrót do klasycznej wojny partyzanckiej; stworzenie niewielkich, mobilnych, taktycznych jednostek, które trudniej namierzyć i zlikwidować; większe zaangażowanie w budowę środków wybuchowych i pól minowych; wzmocnienie wpływów w miastach oraz budowę struktur politycznych.

Założenia te wdrożyły inne struktury FARC, ale nie Blok Wschodni. W ten sposób, pozostając w wielkich skupiskach pokrywających duże obszary Blok Wschodni był bardziej podatny na działania sił rządowych. W efekcie, wojsko mogło skuteczniej realizować Plan Burbujas i likwidować znaczną liczbę liderów średniego i wysokiego szczebla. W ten sposób dokonał się proces fragmentaryzacji Bloku Wschodniego i utraty jedności, co doprowadziło do jego strategicznego osłabienia.

Garść statystyk

Podsumowując wszystko powyższe, mogłoby się wydawać, że koniec FARC jest już bliski. Jeśli jednak przyjrzeć się liczbom, można dojść do wręcz przeciwnych wniosków.

Porównanie liczby akcji przeprowadzonych przez FARC w ostatnich kilkunastu latach, od 2007 r. pozwala zaobserwować systematyczny wzrost aktywności guerrilli. Co więcej, rok 2010 był świadkiem największej od 2002 r. liczby akcji FARC. Po drugie, nastąpił wzrost akcji zaczepnych, nękających służby bezpieczeństwa i przedstawicieli władz. Po trzecie, pojawiło stosowanie na niespotykaną wcześniej skalę min i środków wybuchowych – bardzo skuteczne w zadawaniu strat przedstawicielom sił bezpieczeństwa. Po czwarte, wzmożona aktywność guerrilli przełożyła się również na większe straty wśród wojska i policji kolumbijskiej. Co istotne, większość ofiar nie zginęła w wyniku akcji ofensywnych sił rządowych (jak miało to miejsce w latach 2004-2007), ale przeciwnie – w wyniku akcji ofensywnych FARC. Całości obrazu dopełniają jeszcze statystyki strat wśród partyzantów, których liczba wcale nie wzrasta tak, jak można być się spodziewać (a przypadków demobilizacji – opuszczenia szeregów FARC – jest nawet mniej).

Oczywiście ogólna liczba partyzantów w porównaniu choćby z początkiem dekady jest o ok. połowę mniejsza. Wcale nie musi to jednak oznaczać osłabienia partyzantki. W okresie rządów Pastrany (1998-2002) guerrilla zainicjowała sztuczny proces pozyskiwania nowych członków, który zbytnio rozdmuchał jej szeregi. Obecnie zasoby ludzkie organizacji wróciły do swych normalnych rozmiarów i skupiły się na pozyskiwaniu rekrutów ze swych tradycyjnych obszarów wpływów.

Kwestia adaptacji

Co z tego wynika? Wniosek zasadniczy jest taki, że do całkowitego zakończenia konfliktu w Kolumbii droga jeszcze daleka. FARC zawsze  potrafił skutecznie dostosować się do zmieniających się warunków. Tak było też ostatnio, pod władzą Alfonso Cano. Mimo licznych ciosów zadawanych przez wojsko, guerrilla jest ciągle w kondycji pozwalającej na większą aktywność i zadawanie większych strat niż w latach poprzednich. Partyzanci poradzili sobie nie tylko z eliminacją dotychczasowych liderów, ale także ze strategicznym osłabieniem głównej do niedawna struktury – Bloku Wschodniego. Od 2010 r. ciężar działań przejęły struktury zachodnie i centralne FARC:  CCO (Comando Conjunto de Occidente) – Zjednoczone Dowództwo Zachodu oraz CCC (Comando Conjunto Central) – Zjednoczone Dowództwo Centralne. To one są odpowiedzialne za 90% wszystkich obecnych akcji partyzantów.

Drugi wniosek jest taki, iż pojawia pewien wzór konfliktu w Kolumbii. Jak zauważają specjaliści z Corporación Nuevo Arco Iris, kolumbijskiej organizacji pozarządowej od lat zajmującej się badaniem tamtejszego konfliktu, sytuacja zmienia się na zasadzie cyklów. Kiedy jedna ze stron zmieni taktykę działań, drugiej zajmuje kilka lat dostosowanie się do niej. W międzyczasie, inicjator zmian ma przewagę i spycha drugą stronę do defensywy. I tak, kiedy w 1995 r. FARC wprowadził „nową formę działania”, siły państwowe potrzebowały aż 4 lat, aby dostosować się do nowej rzeczywistości. Analogicznie, wdrożono restrukturyzację i modernizację sił zbrojnych, aby skuteczniej dostosować je do walki z partyzantami, FARC dopiero w 2008 r. zdołał zaadaptować się do tych zmian. Od 2009 r. guerrilla ma nową i bardzo skuteczną w statystykach strategię. Wydawało się, że FARC już dostosował się do nowej sytuacji. Śmierć naczelnego przywódcy, a zarazem twórcy nowej strategii, Alfonso Cano wzbudza jednak wobec tego zrozumiałą wątpliwość.

Cano nie żyje. Co dalej?

I tu wracamy do początku: Alfonso Cano nie żyje. Co teraz? Wbrew pozorom skutki jego śmierci mogą mieć negatywny wpływ na rozwój sytuacji w Kolumbii, a to z dwóch powodów: fragmentaryzacji i radykalizacji FARC. Cano był tym liderem FARC, który wykazywał chęć do negocjacji – na swoich warunkach, ale zawsze. Po jego zniknięciu, wśród partyzantów może zabraknąć sił skłonnych do rozmów z władzami w Bogocie. Wówczas guerrillę zdominuje postawa konfrontacyjna. Ponadto, może się okazać, że nie ma już lidera, który cieszyłby się takim szacunkiem, aby skutecznie zarządzać całą partyzantką. Jeśli się to potwierdzi, FARC skazany będzie na fragmentaryzację, a w jej wyniku – utratę ideologii i całkowite pogrążenie w narkobiznesie. Jest szansa, że ułatwi to ostateczną likwidację partyzantki. Jeśli w ogóle możliwe, zajmie to jednak przynajmniej kilka lat. Będzie to kilka lat ciągłej, krwawej walki poszczególnych struktur partyzanckich, zaszytych w dżungli czy w górach i walczących o przetrwanie, a więc jeszcze bardziej bezwzględnych. Kto na tym ucierpi najbardziej? Jak zwykle – ludność cywilna.

Rozwiązanie konfliktu w Kolumbii na drodze wojskowej jest po pierwsze niepewne, a po drugie wiąże się z dużymi stratami i przeciąganiem konfliktu. Drugą opcją są negocjacje, demobilizacja FARC i włączenie partyzantów w krwioobieg społeczeństwa. To rozwiązanie wróży zdecydowanie lepszą przyszłość Kolumbii. Niestety, śmierć Alfonso Cano może przyczynić się do zniszczenia takiego scenariusza. Pozostaje nadzieja, że tak się nie stanie.

Artykuł opublikowany na portalu mojeopinie.pl.

0 comments on “Koniec „ery Cano”. Co dalej z FARC?Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *