„Real-ne kłopoty Brazylii”

Artykuł opublikowany na serwisie mojeopinie.pl.

Real-ne kłopoty Brazylii

Pierwszy rok rządów Dilmy Rouseff, następczyni Luli da Silvy na stanowisku prezydenta Brazylii nie był łatwy. Wiele wskazuje na to, że kolejne będą jeszcze trudniejsze. I nie chodzi tylko o skandale korupcyjne, komplikacje w koalicji czy wpływy na arenie międzynarodowej. Chodzi o rzecz podstawową dla tego rozwijającego się giganta – gospodarkę.


Pomocna ręka. Chińska.

W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych czy Europy kryzys obszedł się z Brazylią bardzo delikatnie. Rosnące ceny surowców, duże zapotrzebowanie Chin na nieprzetworzone produkty oraz pędząca konsumpcja (popychana łatwo dostępnymi kredytami) sprawiły, że gospodarka brazylijska w 2010 r. rosła w tempie 7,5 % – najwyższym od połowy lat 80. XX w.

W dużej mierze to właśnie zakrojone na ogromną skalę inwestycje chińskie sprawiły, że rządowi Dilmy udawało się uniknąć skutków kryzysu finansowego. Skalę zacieśniania wzajemnych powiązań na linii Brasilia – Pekin oddaje ponad trzykrotny wzrost wymiany handlowej w ostatnich 5 latach. Innym czynnikiem, który pozwolił gospodarce brazylijskiej utrzymać dobrą kondycję była ostrożna (by nie rzec konserwatywna) polityka fiskalna, umożliwiająca zachowanie stabilnego systemu bankowego, systematycznego wzrostu gospodarczego, sprawne zarządzanie długiem i zwiększenie rezerw walutowych.

Symptomy problemów

Jednym z efektów polepszającej się sytuacji w Brazylii, były (i są) rosnące szeregi klasy średniej, a wraz z nią większe potrzeby konsumpcyjne i wydatki. Gospodarka jednak przestała nadążać nad zapotrzebowaniem zarówno wewnętrznym, jak i ciągle rosnącym zewnętrznym (głównie tym spod znaku smoka). Od ponad roku się przegrzewa, czego efektem jest rosnąca inflacja.

To jedno. Drugą kwestią jest fakt, że choć rosnąca wymiana handlowa z Chinami jest zjawiskiem pozytywnym, o tyle jej kształt nie odbija się dobrze na rodzimej gospodarce. Powód jest prosty – ogromną większość eksportu brazylijskiego na Daleki Wschód stanowią surowce i towary nieprzetworzone. Za aż 84% całości eksportu odpowiedzialne są jedynie 2 towary: ruda żelaza oraz soja. Jednocześnie 90% całości importu z Chin to towary przetworzone (np. elektronika). Taki bilans handlowy nie tylko sprawia, że rodzime firmy bankrutują (wobec zalewu tanich chińskich produktów), ale cała gospodarka zbyt mocno opiera się na eksporcie surowców i towarów niskoprzetworzonych.

Real-ne kłopoty

Prawdziwe problemy zaczęły się jednak wraz ze sztucznie napędzaną aprecjacją waluty brazylijskiej – reala. Od czasu kryzysu Brazylia oraz inne kraje rozwijające się jako stosunkowo słabo doświadczone kryzysem stały się celem inwestorów zagranicznych. Pieniądze zaczęły masowo napływać do kraju plaż, karnawału i piłki nożnej, doprowadzając do wzrostu inflacji. Rząd próbował z nią walczyć trzykrotnie podwyższając stopy procentowe w 2011 r., lecz przyciągnęło to kolejne napływy kapitału czyniąc całą operację całkowicie bezskuteczną.

Wówczas władze brazylijskie zdecydowały się na nieortodoksyjne podejście i obniżyły stopy procentowe zakładając, że i tak wysoka już inflacja bardziej nie urośnie. Udało się (także dzięki ograniczeniu napływu chińskich produktów). Real zaczął wytracać wartość. Zmiana odbiła się w brazylijskich mediach szerokim echem. Nagle przedstawiciele klasy średniej, którzy dzięki wysokiej wartości reala poczuli się bogaci (na tyle, że stali się najwięcej wydającą w USA narodowością poza Japończykami i Brytyjczykami), stracili to przekonanie i nie omieszkali wyrazić swej niechęcie wobec tej zmiany.

Niepewna przyszłość

Dotychczasowe działania władz brazylijskich okazały się w dużej mierze skuteczne. Problemy jednak dalekie są od rozwiązania. Poza ciągle chwiejną sytuacją reala obawy o kondycję brazylijskiej gospodarki budzą zaplanowane na najbliższe lata ogromne wydatki.

Wzrost pensji minimalnej o 14,7% w przyszłym roku będzie państwo kosztować 13 miliardów USD, nowe dotacje rządowe na mieszkania dla najbiedniejszych – 6 miliardów USD, inwestycje infrastrukturalne oraz w obiekty sportowe (w związku z Mistrzostwami Świata w piłce nożnej w 2014 r. oraz Igrzyskami Olimpijskimi w 2016 r.) – kolejne 4,5 miliardów USD. W ten sposób szeroki program cięć budżetowych, jaki wprowadziła Dilma Rouseff (w wysokości 28 miliardów USD) w większości pójdzie na pokrycie nowych wydatków. Specjaliści obawiają się, że ów wzrost wydatków przy obniżonym oprocentowaniu może doprowadzić do cyklu inflacyjnego.

W 2011 r. gospodarka brazylijska rosła w tempie 3,5% – czyli o połowę mniej niż w roku poprzednim. Boom konsumpcyjny wytraca pęd, sprzedaż w wielu branżach maleje. Przyszły rok (i kolejne) wcale nie będą dla Brazylii takie łatwe jak ostatnie. Ani dla jej prezydenta.

Zastąpić Lulę

Kiedy w 2006 r. Luiz Inácio Lula da Silva został wybrany na swą drugą kadencję, brazylijska gospodarka rozkwitała, wskaźniki dobrobytu społecznego polepszały się, a kraj stawał się jednym z liderów na globalnej scenie geopolitycznej. Kiedy w styczniu 2011 r. da Silva odchodził ze stanowiska był uwielbiany przez ubogich (za to, że wprowadził reformy i poszerzył wsparcie socjalne) i szanowany przez tych bogatszych (za to, że reformy nie były zbyt radykalne). W efekcie jego poparcie pod koniec drugiej kadencji osiągnęło rekordowy poziom 80%.

Zastąpić Lulę nie mogło być zadaniem łatwym, dla nikogo. Tym bardziej dla mało znanej wcześniej Dilmy Rouseff, oskarżanej o brak kwalifikacji i pozostawanie marionetką ustępującego prezydenta. Rouseff przejęła stery kraju w momencie kiedy gospodarka Brazylii dawała pierwsze znaki przegrzewania się. Póki co całkiem dobrze daje sobie z tym radę, problemy ekonomiczne jednak to tylko część wyzwań nowej głowy państwa. Momentami niełatwo jest jej utrzymać jedność rządzącej koalicji – z rządu Rouseff odeszło już 5 ministrów. Do tego dochodzą problemy z narkotykami i bezpieczeństwem, modernizacją armii, skandale korupcyjne czy kwestia relacji zagranicznych i budowania wpływów na arenie międzynarodowej. W efekcie, mimo kilku sukcesów, systematycznego wzrostu dobrobytu, zmniejszania negatywnych wskaźników społeczno-gospodarczych i utrzymywania Brazylii ciągle ponad falą kryzysu nada daleko jej do chociaż zbliżonego poparcia, jakim cieszył się Lula.

Artykuł opublikowany na serwisie mojeopinie.pl.

0 comments on “„Real-ne kłopoty Brazylii”Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *