„El Narco”

„El Narco” to książka brytyjskiego dziennikarza, Ioana Grillo. Książka świetna. I na tym w sumie mógłbym zakończyć ten wpis licząc na to, że Czytelnicy tego bloga uwierzą mi na słowo. Na wszelki wypadek jednak dodam kilka słów więcej.

O czym jest ta książka? Oddajmy głos samemu autorowi:

„Ta książka opowiada o świecie przestępczym, który zatrudniał Gonzala do ucinania ludziom głów. Opowiada historię transformacji grup przemytniczych w paramilitarne szwadrony śmieci, wydające wyroki na dziesiątki tysięcy ludzi i siejące terror za pomocą samochodów-pułapek, masowych morderstw i rzucania granatów. Ta książka jest spojrzenie w głąb ich ukrytego świata, na ich brutalny mafijny kapitalizm. To także opowieść o niezliczonych zwykłych Meksykanach wciągniętych w tę wojnę i przez nią zniszczonych.”

Opowiada historię powstania i rozwoju narkobiznesu w Meksyku. Opowiada w sposób niezwykle ciekawy i wciągający. Autor spędził w Ameryce Łacińskiej wiele lat i na stałe mieszka w Meksyku. Rozmawiał z setkami osób uwikłanych w tamtejsze krwawe wydarzenia – z rodzinami ofiar, z katami ich bliskich, z policjantami, sędziami, politykami, dziennikarzami. Na podstawie tych rozmów, zgromadzonych dokumentów i naocznych relacji z miejsc mordów ukazuje jak doszło do powstania i uzyskania takiej potęgi w Meksyku przez kartele narkotykowe.

„W Meksyku handlarzy narkotykami określa się zbiorczo hiszpańskim terminem El Narco, to nazwa własna zarezerwowana właśnie dla nich. Określenie to, których chętnie posługują się dziennikarze, i które jest trwożnie szeptane w cantinas, przywołuje na myśl obraz ogromnego widma zagrażającego społeczeństwu. Szefami są enigmatyczni milionerzy z zagubionych w górach wiosek, których twarze znane są z bardzo ziarnistych zdjęć sprzed dwóch dekad, opiewani w ludowych balladach. Zbrojne ramię EL Narco stanowią rzesze obszarpanych wąsatych mężczyzn, którzy, gdy zostaną złapani, prezentowani są społeczeństwu niczym jeńcy tajemniczego nieprzyjacielskiego państwa. EL Narco atakuje jak upiór tuż pod nosem tysięcy policjantów i żołnierzy patrolujących ulice miast, a większość jego zbrodni nigdy nie zostaje wyjaśniona. Ta zjawa, według szacunków, zarabia rocznie trzydzieści miliardów dolarów, szmuglując kokainę, marihuanę, heroinę i met amfetaminę do Stanów Zjednoczonych. A pieniądze rozpierzchają się po całym świecie.

Mówiąc krótko, EL Narco jest wszechobecny jak Wielki Brat, którego twarz dla większości pozostaje nieznana”.

Grillo dociera do podstaw problemu w Meksyku. Opisuje jak w wielu regionach kraju to kartele zastąpiły państwo w jego roli, jak państwo – odległe pojęcie jakiejś władze, gdzieś daleko w stolicy – bez szemrania swą rolę oddało za większe lub mniejsze sumy pieniędzy. Docieka, czemu kartele są tak popularne wśród meksykańskiej młodzieży, czemu są chronione przez lokalne społeczności.

„Gang staje się dla Ciebie jak dom, jak rodzina. To tuj znajduje się przyjaźnie i partnerów do rozmów. To tu czujesz się częścią czegoś większego. I wiesz też, że jeśli będziesz miał kłopoty, gang Ci pomoże.”

Oprócz podanej w bardzo przystępny sposób historii powstania i rozwoju EL Narco, autor opisuje również elementy, które nie często znajdują się w innych książkach temu tematowi poświęconych – takich, jak wiara a narco, czy kultura narco. Dość szeroko potraktowane są na przykład narcocorridos.

Na końcu wreszcie próbuje prognozować przyszłość Meksyku i ostrzec, że jeśli nie podjęte zostaną skumulowane, drastyczne kroki, wkrótce kraj ten może być jedynie w teorii pod władzą prezydenta i rządu. Kartele bowiem nie zajmują się już tylko przemytem narkotyków. Kontrolują większość nielegalnych działalności i – co gorsza – wkraczają w legalne obszary.

„Jednak wraz z eskalacją wojny narkotykowej wzrosły też ambicje narcos. W rewirach niektórych karteli trudno znaleźć przedsiębiorcę, który nie musi płacić im haraczu. Co więcej, przestępcom udało się, nierzadko siłą, wcisnąć do gałęzi gospodarki, na którymi dotychczas pieczę sprawował niepodzielnie rząd. Zetas kontroluję wschodnie części kraju, czyli te, gdzie przemysł naftowy jest najbardziej rozwinięty. Gangsterzy „opodatkowali” go na tyle, na ile byli w stanie, szantażując związki zawodowe i kradnąc paliwo, by sprzedawać je na lewo. W Michoacan Familia zabrał się do górnictwa i nielegalnego wyrębu drzew, czyli obszarów, z których dochody czerpał rząd (…). Tam gdzie kartele są najmocniejsze, ich władza obejmuje tak politykę, sektor prywatny jak i media.”

Co dla przyszłości Meksyku oznacza taka potęga narcos?

0 comments on “„El Narco”Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *