Wybory w Salwadorze

W niedzielę, 02.02.2014 r. miały miejsce wybory w dwóch państwach: Kostaryce i Salwadorze. O wyborach w Kostaryce może jeszcze napiszę, póki co jednak skupię się na Salwadorze.

Niemal pięć lat temu pisałem o historycznej wygranej w wyborach prezydenckich Mauricio Funesa z FMLN (nie chce się wierzyć, że ten blog funkcjonuje już 5 lat!). Odsyłam do tego wpisu również dlatego, że znaleźć w nim można zwięzły opis tła historyczno-politycznego Salwadoru. We wczorajszych wyborach jego następca, reprezentant FMLN, Salvador Sánchez Cerén uzyskał 49%, czyli otarł się o zwycięstwo w pierwszej rundzie. Co to oznacza? Społeczeństwo salwadorskie jest w większości zadowolone z umiarkowanych i w sumie dość wyważonych rządów Funesa. I choć nie ma na może na swoim koncie spektakularnych sukcesów, to jednak zapewnił zmęczonemu przemocą i złymi przywódcami krajowi tak potrzebne wytchnienie i stabilizację. Gangi choć nie wykarczowane, to jednak są w stanie rozejmu i nie walczą między sobą. Gospodarka choć nie pędzi, to jednak systematycznie pnie się w górę wzbudzając zaufanie i przyciągając (w końcu) jakieś inwestycje.

Obywatele to jak widać doceniają. Na tyle, że – jak wszystko wskazuje – ponownie chcą oddać ster kraju w ręce przedstawiciela FMLN. Co prawda drugi w pierwszej rundzie Norman Quijano, reprezentant prawicowej ARENA-y do swych 39% będzie mógł doliczyć większość z głosów trzeciego kandydata (i byłego prezydenta) Tony’ego Saca (z partii Unidad), lecz i tak jego ewentualne zwycięstwo traktowane będzie w kategoriach dużej niespodzianki. 

A to ponownie w dużej mierze zasługa rządów Funesa, a nie osoby Salvador Sánchez Ceréna. Ten były partyzant – na które to słowo jak zawsze drży amerykański departament stanu – niczym szczególnym w kampanii się nie wyróżnił. Umiarkowane rządy FMLN wytrąciły jednak z prawicy broń w postaci oskarżeń o ekstremizm, sojusze z Kubą czy Wenezuelą – po jaką bez ogródek sięgały 5 lat temu. Bez wątpienia Sanchezowi pomogły również słabość, rozbicie i skandale w gronie największego wroga – ARENA-y. Choć bowiem rządom FMLN też można wiele wytknąć (choćby ów rozejm gangów – tymczasowe zawieszenie statusu quo zamiast permanentnego rozwiązania problemu), to jednak porażki prawicy są bardziej widoczne i dotkliwe.

Co teraz? Poczekajmy na wynik 2. rundy. Nie ważne jaki będzie jej wynik, mam nadzieję, że Salwador czekają kolejne lata stabilizacji i rozwoju.

1 comment on “Wybory w SalwadorzeAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *