Brazylia po wyborach

Dilma Rousseff będzie rządzić Brazylią kolejną kadencję. Z jednej strony to nic niezwykłego, wszak w ostatnich 3 dekadach bodaj tylko 2 prezydentów w Ameryce Łacińskiej nie wygrało reelekcji. Z drugiej jednak, patrząc na sytuację wewnętrzną i niedawne protesty przed i w trakcie mistrzostw świata można to uznać za osiągnięcie. To przecież właśnie część tych niedawno protestujących (ta biedniejsza część) stanowi jej zaplecze polityczne. A jeśli dodać do tego fakt, iż Dilma nigdy nie była tak popularna, jak jej poprzednik Lula da Silva – kiedy ją mianował na swą następczynię mówiło się, że może nie wygrać wyborów mimo dużej popularności, jaką cieszył się Lula i jego partia – jej wygraną, nawet jeśli tylko kilkuprocentową i najniższą w nowoczesnej historii kraju, można uznać za sukces. Lub dobry marketing.

Sztab Rousseff straszył w kampanii, że wybór jej przeciwnika, reprezentującego centro-prawicę Aecio Nevesa oznaczać będzie likwidację rozbudowanych przez Lulę i następnie obecną prezydent programów społecznych. Oczywiście nikt nic takiego oficjalnie nie zakładał, ale wydaje się, iż udało się w ludziach wywołać strach i działanie odniosło to zamierzony skutek. Wyniki wyborów w poszczególnych stanach doskonale odzwierciedlają podziały na biedną północ i bogate południe:

2014-11-01 11.03.05

(źródło: The Economist)

Z jednej strony Rousseff może poszczycić się pewnymi osiągnięciami: rekordowo niskim bezrobociem, wzrastającymi płacami czy coraz mniejszymi nierównościami społecznymi. Co nie zmienia faktu, że za jej rządów gospodarka brazylijska znacząco zwolniła – wzrost jest bliski zeru, a inflacja podskoczyła do 6,7%. Po części można zrzucić winę na znacząco zmniejszoną wymianę handlową z Chinami, dokąd Brazylia eksportowała gro swych surowców i produktów nisko przetworzonych. Rząd jednak nie zrobił nic, by temu zaradzić. Do czego dochodzą rzecz jasna inne problemy, jak olbrzymia korupcja, wzrastające koszty życia, niesprawny system polityczny, przestępczość.

Nie jestem jednak przekonany, na ile Dilma Rousseff chce cokolwiek zmieniać w stosunku do swej pierwszej kadencji, a na ile po prostu przeczekać kolejne 4 lata z tym samym programem. A Brazylia jednak zmiany potrzebuje. Co zresztą było widać po niedawnych protestach i co zostało odzwierciedlone w wyborach. Duża część społeczeństwa opowiedziała się za zmianą właśnie – nawet jeśli miałoby to oznaczać odejście od władzy do niedawna tak popularnej Partii Pracy. Prezydent stanie przed wyzwaniem wprowadzenia niezbędnych reform przy jednoczesnym połączeniu podzielonego narodu. Co wcale nie będzie łatwe, nawet jeśli Rousseff działałaby na tym polu aktywnie. I choć to zapowiedziała zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów, to nie jestem przekonany, że za słowami pójdą czyny.

0 comments on “Brazylia po wyborachAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *